18.10.2017

Babka Chai

Jesienią pieczone pyszności mają to do siebie, że unoszący się ciężko-słodki zapach wypieków wypełnia niemal każdy zakątek mieszkania. Coś co przenosi mnie automatycznie w stan absolutnej błogości.
Nowomodni raptem nazywają takie momenty stylem hygge, coś co ponoć jedynie nasi północni sąsiedzi potrafią kreować. Niemniej...

Jesień to czas na ciasta - dyniowe, aromatyczne, piernikowe, korzenne. Nie ma, dla domowych łasuchów, nic lepszego jak kawałek lub dwa (okay trzy) prawie prosto z pieca wyciągniętego ciasta. Ledwo da się pokroić, a już stoją w kolejce z wyciągnietą ręką.
Do tego gorąca herbata w ulubionym kubku.
Koc.
Muzyka i dziecięce śmiechy w tle.
Idealnie pasowałaby w takich chwilach jeszcze książka, ale nie może być przecież przesadnie błogo :)

Zapach w domu został tym razem zdominowany jogurtowo-kokosową babką*, do której dodałam korzenne przyprawy do tzw. Chai Latte.




Moja bliska koleżanka jest wielką fanką tego typu Chai Latte, które w odróżnieniu od standardowego Latte, ma dodane przyprawy i esencje z czarnej herbaty zamiast espresso.  
Pasuje idelanie do jesiennego klimatu, tak samo jak słynne dyniowe latte.

*Originalny przepis na ciasto kokosowe pochodzi od Pani Ewy z bloga: Zapach rozmarynu.
Ilekroć już robione, zawsze wychodzi tak samo pulchne, dobre i naprawdę warte wypróbowania. 

Przepis znajdziecie pod podanym linkiem, ja jedynie zmniejszyłam ilość cukru (3 łyżki), dodałam parę kropel waniliowego aromatu, 180g mąki skłają się u mnie z pszennej, orkiszowej i kokosowej, plus w tym akurat wydaniu 3 lyżki proszku chai (lub innej korzennej przyprawy).

07.10.2017

autumn lights

Zapomniałam jakie piękne jest jesienne światło.
Z jaką delikatnością tańczy ze swoimi cieniami.
Jej barwy odbijające się w oknach, zostawiając mleczno-złotą poświatę.

Jestem wdzięczna, że potrafię dostrzec i świadomie cieszyć się z takich niby drobiazgów życia.



05.10.2017

Lucinda Riley "Siedem Sióstr"

Lucinda Riley jest moim odkryciem tego roku. 
Jej saga "Siedem Sióstr" to coś więcej niż zwykła rodzinna opowieść. 
Zaskoczyły mnie pierwsze dwa tomy- opracowane do bólu szczegóły. 
Każda siostra ma swój debiut w jednej z siedmiu części. Bohaterki odkrywają swoje tajemnicze pochodzenie, które prowadzi je do różnych zakątków świata. Autorka, jak sama twierdzi, pisząc książkę przebywa w danym kraju. Czuć to między wierszami- i chyba właśnie to czyni te powieści takimi niezwykłymi. Niby postacie są fikcyjne, ale na tle realnych osób i wydarzeń. 

I jakby tego było mało - napisanie siedmiu książek, które rozpoczynają się w tym samym momencie, jest niesamowicie intrygujące


30.09.2017

shit happens

Zaczynam rozumieć ludzi, którzy gdzieś pomiędzy zdziwieniem, podziwem a współczuciem przeżywali powagę sytuacji.
Bardziej niż ja. 
Do czasu, aż ściągnięto mi sen z powiek. Dosłownie.




22.09.2017

Beauty and The Beast

Nigdy nie rozumiałam zachwytu wokół filmu Lalaland.
Teraz wręcz nie pojmuję licznych Oscarów, które zgarnął.

Kiedy praktycznie równocześnie, prawdziwa magia odbywała się na innym planie...


21.09.2017

autumn

Świeżo parzona kawa i owsiane ciastka prosto z pieca.
Śmiem twierdzić, że właśnie takim duetem będzie pachniała nasza jesień.


19.09.2017

...

Okazuje się, że jedyne co przytrzymuje mnie chwilowo przy życiu, to solidna dawka potu.
Zakwasy kolejnego dnia i dobre jedzenie.

A w głowie- wizja przyszłej wiosny, mimo tak pięknej jesieni.



09.08.2017

summer vibes

Niby jest sierpień, niby środek lata i dla wielu czas wakacji.
Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to już nie jest to. 
Mimo do jesieni jeszcze chwila, to wyczuwalna jest już w powietrzu. 

Nie wylatuję w myślach otaczając się puchowym szalikiem, nie kupuję dyni, nie zamieniam torebki na jesienną. 
Nie chcę niczego przyśpieszać... raczej dostrzegam zmiany, które sierpień ze sobą niesie. Uśmiecham się do nich. 

Ale jeszcze na chwilę odwracam się ku temu plecami. 

Lubię swoje słońcem muśnięte ciało i białe paznokcie. 
Zapach grilla i otwarte na oścież okna. Taras, który zamienia się latem w dodatkowy pokój. 
Zieleń i długie sukienki. 
Jestem dzieckiem bosych stóp, z arbuzem pod pachą i okularami na nosie jeszcze na chwilę chcę się tym wszystkim (na)cieszyć. 

Przecież nam tak mało do szczęścia potrzeba. Prawda?!


08.08.2017

B.Wood - 'Private Entrance'

Rzadko się zdaża, żebym z biegu wróciła z książkami. Na pewno wyglądałam zabawnie, ale nie mogłam wokoł skrzynki z książkami przebiec obojętnie.

W ręce wpadła mi Barbara Wood, nijako zanana rownież pod pseudonimem Kathryn Harvey. 

Opowieść szybko mnie wciągnęła, historia jest ciekawa, nieprzewidywalna i trzyma w napięciu aż do końca. 
Czego chcieć więcej, jednak erotyczna strona powieści mnie czasami naprawdę męczyła.


03.08.2017

pocketful of sunshine

"There's a place that I go,
That nobody knows.
Where the rivers flow,
And I call it home"
-Natasha Bedingfield-


30.07.2017

#beactive

Nie spodziewałam się, choć po cichu liczyłam się z tym, że bieganie/jeżdżenie na rowerze, będzie tutaj po prostu czystą przyjemnością.


23.07.2017

Kindle - M. Lunde "Historia Pszczół"

To, że po ponad roku od posiadania kindla nie wspomniałam o nim nawet jednym słowem, mówi samo za siebie, jak bardzo ignoruje fakt jego posiadania.

Dostałam w prezencie z myślą, że jako mama dwójki już kompletnie zaprzestanę czytać. 
Byłam wręcz oburzona. Bo jak to? JA nie potrzebuję czytnika. Foch. 
Leżał w pudełku nietknięty przez dwa miesiące.

Do dziś gryzie się z moją ideologią. Używam, ale jednocześnie ignoruję. 
Jednak nie mogę powiedzieć o nim złego słowa, a Mąż dobrze wiedział co robi, obdarowywując mnie wersją z podświetlanym ekranem. 
W porównaniu i tak czytam mniej niż kiedyś, ale bez niego zapewne nie czytałabym wcale. 



Słowem wstępu do niezwykłej powieści o pszczołach, autorki Maji Lunde. I nie, to nie bajka dla dzieci - o co jestem często pytana wspominając o niej :)
Nie dziwię się, że książka otrzymała nagrody literackie. 
Wyróżnia się. 

Jedyny mój problem polegał na tym, że namacalnie nie wiedziałam kiedy się skończy. Nagle dobiłam do ostatniej strony. Kindle pokazał przeczytane 100%. 
Wiadomo, rozumiem co to oznacza. Jednocześnie uświadamia jednak, jak bardzo ważne są dla człowieka różne sensoryczne bodźce.

Bo nic na świecie - tak nic a nic, nie zastąpi tego uczucia, tej sekundy świadomości, tego zadowolenia, kiedy przewracasz ostatnią stronę w "prawdziwej" książce-książce.

20.07.2017

roczek

Roczek drugiego dziecka to już wydarzenie w całkiem innym klimacie. Brakowało mi tych szczególnych emocji i wzruszenia jak za pierwszym razem. Mimo tego, myślę że dla niego był to bardzo udany dzień. A dla nas jeszcze lepszy wieczór, kiedy to już Roczniak imprezę swą opuścił...

I gry były. I śmiechu dużo. Wino, letni wieczór i beztroskie spędzanie czasu, aż do późna w nocy.
W ogóle pobyt w Polsce był tym razem zdominowany towarzyskimi spotkaniami.
I kurcze, tak po cichu uchylę rąbek tajemnicy... fajnych mamy tych przyjaciół i znajomych!


03.07.2017

LEBEN, LIEBEN & GENIEßEN vol.3

Jedną nogą już w Polsce (głowa jest jeszcze gdzieś na autostradzie) czas na szybkie chwilowe "tu i teraz". Z racji wyjazdu zebrałam wszystko co dominuje ostatnimi czasy, bo pobyt w rodzinnych stronach rządzi się swoimi prawami. A że jestem maniaczką codzienności i niezmiernie lubię delektować się tym wszystkim- to...

Zaczynamy!


Ice ice baby. Lody lody dla ochłody. Zwijcie jak chcecie, kolejny rok nieustannie w ruchu są te oto silikonowe foremki. Na instagramie pod #icecreamqueen pokazywałam niejedną lodowo-owocową aranżację. Są łatwe, a przede wszystkim zdrowe. Nie chwaląc siebie za bardzo, po cichu skromnie jednak powiem, że czekoladowe na gęstym mleku kokosowym pobija wszystko. Zaraz po nich króluje mango. 
I szczerze powiedziawszy, kupne lody mi już nawet nie smakują...

Po tygodniach praktycznie bez makijażu, powoli wracam do żywych. Zaskoczona jestem jedynie, ile dodatkowo miałam z rana czasu- a ja naprawdę nie należę do kobiet, które nie wiadomo jak się malują. Silna alergia, łzawienie i swędzenie oczu itp. spowodowało, iż ostatnie co chciałam to tuszować oczy. Przede wszystkim wizja wieczornego demakijażu hamowała wszystko co z make-upem miało do czynienia. Jednak tusz Dior Diorshow Iconic, który podsunęła mi Mama, jest rewelacyjny. Tusze to taki temat rzeka. Zazwyczaj potrzebuję długo - bywało że aż do miesiąca - aby moje rzęsy się z nowym mazidłem oswoiły. Żyłam w przekonaniu, że taka kolej rzeczy. Póki nie wypróbowałam Iconic. Efekt widziałam od razu, nie mając nawet pomalowanego jeszcze drugiego oka.

Co roku na wiosnę ten sam problem. Tym razem postawiłam na ochronę przeciwsłoneczną  francuskiej firmy Laboratoires de Biarritz, która  w dziale kosmetyków naturalnych jest dość nowa na rynku, ale za to ma same pozytywne opinie. Fluid jest wodoodporny, bardzo ładnie się rozprowadza, wchłania i pozostawia efekt mokro-suchej skóry, jeśli to ma jakiś sens. W każdym razie jest dobrą bazą pod puder lub produkty sypkie mineralne. A na tym mi akurat zależało. Dodatkowo chciałam mieć krem, który również mógłby użyć mąż lub dzieci, więc wszystkie kremy tonujące nie wchodziły w grę.
Minusem może być dość nietypowy i na pierwszy rzut nachalny zapach kokosa i masła shea, jednak po chwili zapach się ulatnia pozostawiając po sobie tylko lekką nutkę. Jest niekomedogenny, lekki i nieklejący. Sprawdził się idealnie w te czerwcowe upały. Kolejna trafiona perełka.

Pszczółka. Ołówek podarowany od moich Chłopaków. Mój towarzysz kiedy z nosem siedzę w książkach. Umila mi pracę. Takie małe coś a cieszy. Sama jestem jak taka pszczółka, jestem pracowita ale i ukąsić potrafię, także pasuje jak ulał. Żebym była tylko produktywna jak taka pszczółka, bo praca mgr. nie napisze się sama. 

W tym kontekście pasuje kolejna pozycja: książka Maji Lunde "Historia Pszczół". Wstyd się przyznać, ale w tym roku nie przeczytałam jeszcze ani jednej książki. Takiego czegoś jeszcze nie doświadczyłam. Bywały okresy bez książek, ale zupełny brak czytania, tego przyjemnego nie naukowego czytania, ciążyło mi okropnie...więc postanowiłam odkurzyć Kindla. Czytam przy usypianiu maluchów lub przed pójściem spać, nawet jeśli byłby to tylko jeden rozdział.  

Śniadanie. Śniadanko. Śniadaniunio... chwilowo prawie każdy poranek zaczynam z dużą porcją musli. Mieszam dwa różne rodzaje płatków uważajęc aby nie było żadnych niepotrzebnych dodatków (aldi ma dobre składnikowo w swoim asortymencie), dosypuję amarantus ekspandowany, chia, miks orzechów, pestki dyni i suszone owoce. Zalewam mlekiem roślinnym. Proste i sycące. Jeśli z rana wychodzę zabieram swój zestaw musli + mleko po prostu ze sobą.

Po dwu miesięcznej przerwie czerwiec został zdominowany sportem. Nową okolicę poznaję dosłownie w biegu - nie mogę przestać się zachwycać jak tu zielono i jaka to różnica biec w naturze a nie po mieście, mimo iż dość zielono tam mieliśmy.
Do tego doszły regularne ćwiczenia. Dzielny duet pozwala zresetować głowę i pomaga nadszarpniętym nerwom. Wszystko zaczyna się w głowie. 

Czerwiec ponownie zaskoczył nas upałami - nie ma nic lepszego zakończyć taki dzień zimnym (bezalkoholowym) piwem. Lubię od czasu do czasu napić się tzw. Baneneweizen - piwo żytnie zmieszany z nektarem bananowym. Ostatnio upodobałam sobie jednak smakowe piwa, które traktuję raczej jako lekkie letnie drinki.

Last but not least: moje tu i teraz dominuje wszechobecna na każdym kroku odczuwalna praca magisterska.  Komputer mam praktycznie wszędzie ze soba, moje myśli prawie bez przerwy krążą w okół jedengo-  w takim klimacie będą właśnie moje wakacje i kolejne miesiące.

29.06.2017

I'm a fu**...

....hero!

Każdy rodzic chyba o sobie w taki sposób myśli. I choć wiemy, że zawsze moglibyśmy więcej, mamy swoje wady i gorsze dni, to i tak większość z nas jest rodzicielską kung fu pandą, latającym supermenem lub catwoman. Bo co my dla naszych pociech nie robimy, kim my to nie jesteśmy, co my dla nich nie wymyślimy i jak my to o nich wielce nie dbamy.
Po prostu chodzący herosi i tyle. Niezastąpieni w akcji. 

Dobra.

A może taka chwila prawdy, kiedy dzieci już pójdą spać... - ja tak na chwilę zdejmę tę maskę.

Bo są takie dni, kiedy w kościach czujesz, że zbliża się kryzys. Kiedy chcesz się natychmiast spakować i wyjechać na bezludną wyspę, na dodatek do hotelu "adults only" - aby być już w zupełności "na pewniaka"! Tak tak, trzeba umieć sobie radzić w życiu, tego się uczysz jako rodzic, bo musisz sobie poradzić z niejedną sytuacją i mieć na dodatek ogrom cierpliwości... ale to są jednak problemy, które światła dziennego raczej rzadko kiedy dojrzą. 
Słyszał już ktoś o tym, aby herosi problemy mieli?! A no właśnie...

A więc jeśli Cię taki kryzys już w poniedziałek z rana z łóżka wywali i na dzień dobry tyłek skopie, tak dobitnie, że przed 8 już nie wiesz jak się nazywasz to -  welcome to my life! 

cdn.


19.06.2017

#TatuTatu



Bo nawet jeśli, wygląda to na urlop - urlopem to nie jest. 
Nawet jeśli wszyscy zazdroszczą to nie tego co zazdrościć powinni. 

Mam przyjemność być tatą dwójki wspaniałych chłopaków, mężem wspaniałej kobietki, którą dobrze już znacie ... i mam właśnie swoje pierwsze 5 minut w eterze. Znacie punkt widzenia mamy - troszczącej się o nietuzinkową codzienność, zdrowe odżywianie - ze stalowymi choć nadszarpniętymi nerwami i łagodzącym uśmiechem. Chciałbym Wam przybliżyć spojrzenie taty, zaczynającego swój 8 tygodniowy urlop tacierzyński -  wbrew trendom i statystykom.

Choć wiem doskonale skąd wynika tak niskie zainteresowanie tacierzyńskim, to nigdy nie odebrałbym sobie przyjemności spędzenia ze swoja pociechą tych kilku tygodni intensywniej niż zazwyczaj. Wolny czas w domu wygląda na piewszy rzut oka słodko i radośnie ( bez wstawania na czas, zamartwiania się problemami firmy i klientów … bez stresów) ale każdy rodzic wie, że to tylko utarte stereotypy - dawno już nie aktualne. My faceci potrzebujemy czasem inspiracji z zewnątrz do przełamywania codziennego schematu i zrobienia 110% dla swoich najbliższych. 

Ameryki odkrywać nie będę, ale chętnie podzielę się z Wami moim 8 tygodniowym czasem #TatuTatu, licząc że uda się namówić Was, ojcowie, na Wasze kilka chwil które warte będą wspomnień i zacieśnią więź między Wami a Waszymi córkami-synami. 

Widzimy się niebawem. 

17.06.2017

" It is not in doing what you like,
but in liking what you do
that is the secret of happiness. "
 - Peter Pan -


09.06.2017

InsideMan

Lubię zaskoczenia. 
W życiu też nie jest wszystko takie, jak się nam na pierwszy rzut oka wydaje...


06.06.2017

moving moving n°4

Wraz z końcem maja oddaliśmy klucze od poprzedniego mieszkania. Zamkneliśmy oficjalnie drzwi,  zamykając tym samym pewien rodział dla naszej rodziny. 
Byłam przekonana, że ciężko będzie mi opuścić to mieszkanie na 8.piętrze, z ukochanym "oknem na świat". Mimo, iż z wielkiego miasta przeprowadziliśmy się do miasteczka, a ósme piętro zamieniliśmy na parter z tarasem - w życiu bym nie pomyśla, że towarzyszyć temu będzie ulga. 
Ulga, ekscytacja i poczucie dobrze podjętej, na tę chwilę, decyzji. 


01.06.2017

(dish)washer

Żyłam w przekonaniu, że naprawdę nie potrzebujemy zmywarki- mimo, iż w rodzinnym domu zawsze była, więc jej "bonus" powinnam dobrze znać.
Człowiek jednak jak nie naiwny to głupi.
Zakochałam się po pierwszym włączeniu, a po niecałym miesiącu używania jestem wręcz zachwycona tym małym ułatwiaczem codzienności.
I naprawdę nie wiem, tak z ręką na sercu, jak funkcjonowaliśmy przez ostatnie lata.


_may_

25.05.2017

Panna O.

"Powiedz, czy ty czasami nie używałas botoxu?" pyta całkiem na poważnie, nakładając mi makijaż.
Jak to, ja i botox?!
"Nie no... tak się pytam, ja tak samo jestem za naturalnością..." powiedziała ta, która nie tylko usta ma zrobione.


21.05.2017

LEBEN, LIEBEN & GENIEßEN vol.2

Życie na kartonach pokazało mi jak niewiele naprawdę potrzebuję - wszystko inne to życiowe umilacze, które w zależności oczywiście są mniej lub więcej (nie-)zbędne. I największy luksus leży chyba w tej właśnie oto świadomości.

Chwilowe "tu i teraz" to żadne rzeczy z kosmosu. Umilają mi codzienność lub cieszą oko. 
Czasami to i to. 
Zaczynamy!



Cenię sobie miesięczne kalendarze od Aliny z designyourlife.pl- używam ich od prawie roku (Alinę czytam natomiast od paru lat) jako rodzinnego kalendarza, który przywieszony na lodówce ma 'jednym rzutem oka' informować jakie są plany/terminy poszczególnych domowników. Lubię rownież na nie czekać i co miesiąc zacieszam się nowym kolorem. Taka prosta rzecz. Tak samo mam z kalendarzem od Agaty Krzyżanowskiej, który cieszy oko jako wygaszacz na telefonie. Jej piękne ilustracje kuszą mnie już od długiego czasu, aż w końcu coś u Niej zamówię. Na pewno kalendarz na 2018. W międzyczasie korzystam z tych miesięcznych "dobroci" - a majowy miś, po kwietniowym zającu, był już bardzo bardzo wyczekiwany :)


Kawa- mój przyjaciel. Ostatnio niestety zbyt dużo, bywa niedopita, czasami nawet i zimna.

Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam prowadzić samochód- jednak dzień w którym zdałam prawo jazdy calusi przepłakałam, mimo że zdałam za pierwszym razem. Ogromnie się cieszę, iż to właśnie przeprowadzka sprawiła, że klucze od auta są teraz moje - mąż podróżuje rowerem ;)
A jeśli już o tym mowa: jako cicha fanka Fast and Fourious, długo wyczekiwana 8 część i tytułowa  piosenka  "the good life" podbiła nasze serca. Posłucham, potańczę i od razu mam lepszy humor. Jeśli powiem, że co roku w maju oglądamy wszystkie części będzie to mocnym obciachem? :)  

Prawie codziennie używam kremu-podkładu Bare Minerals Complexion Rescue. Subtelnie wyrównuje koloryt i ma, co najważniejsze, filtr SPF 30. Polubiliśmy się, zobaczymy jak to będzie z ich sypkim podkładem mineralnym. 

Jeśli chodzi o element, który zaciesza me oko to zapewne koralowy łańcuszek z zawieszką flamingo. Nie potrafię powiedzieć kiedy to się stało, ale flaminga, zarówno jak ananasy i arbuzy, są dla mnie nieodłączną częścią słońca i dobrego humoru. Mogłabym być takim flamingo, lubię stać na jednej nodze ;) Mam do nich jeszcze swoje plany, póki co zdobi mój nadgarstek.  
Pierścionek w kokardkę Pandora jest sam w sobie bardzo filigranowy, ma w sobie coś ozdobno-kobiecego jednocześnie jednak też coś słodko- dziewczęcego. Jest niezwykle uroczy. 

17.05.2017

happy to be back

Ostatnie miesiące nabrały tempa, którego nawet sobie nie śmiałam wyobraźić. Chłowiek jest jednak naiwnym stworzeniem myśląc, że sobie sam ze wszystkim poradzi. No chyba, że się starzeję i nic o tym nie wiem... ;)

Niemniej, gdzieś pomiędzy stałam się Mamą czterolatka, była wielka przeprowadzka i próba generalna dla nerwów i cierpliwości, Chłopczyk który nagle stał się Przedszkolakiem, no i last but not least: misja toskańskiego ślubu, na którym miałam zaszczyt figurowac w roli świadkowej.

A ostatni czas nauczył mnie jedno: diabeł tkwi w pozorach! 



07.04.2017

°friday°

Jaglanka z mlekiem kokosowym*, bananem i dużą iloscią cynamonu.
Za wisienke robi dziś czekolada.
I gdybym nie miała dzieci przy sobie, zjadłabym chyba lody w łóżku niczym Bridget Jones. 
Taki poranek. 
Wizja weekendu i śniadań według Męża ciut w tym pomaga :)

Niemniej, zapisz zanotuj: aby na następny raz nie sprawdzać poczty z z samego rana.




*Ostatnio dodałam gęste mleczko kokosowe do już prawie ugotowanego ryżu, przyprawiłam curry i sosem sojowym. Muszę powtórzyć, było przepyszne.

06.04.2017

°thursday°

Czwartek. Ostatnia prosta. Prawie weekend. 

Nie wiem co zajmuje więcej czasu- zrobienie kanapek czy jajecznicę. Naprawdę. 
Ja rozumiem, że człowiek nauczony do kanapek jeszcze z czasów szkolnych nie widzi innej opcji na śniadanie. Wszystko inne to wyższa szkoła jazdy lub pochłania za dużo czasu z rana. Już nie mówiąc o tych, którzy w ogóle nie uznają śniadań...
Będę nudna, ale zmiana zależy od chęci i organizacji. Odrobina odpowiedniego nastawienia zapewne też pomoże.

W taki ponury poranek jaki jest dziś, jajecznica ze szczypiorkiem to prawie jak zbawienie. 
Potem kawa. 
No i może mała kromka z miodem, tak na osłodę ;)



05.04.2017

°wednesday°

Środek tygodnia rozpoczęłam z ponad półlitrowym szejkiem z pietruszki, banana, wody kokosowej, kiwi, soku z limetki i proszkiem z młodego jęczmienia.
Dawno już nie robiłam nic podobnego, więc z chęcią piłam zielone cudo załatwiając domowe sprawy.
W międzyczasie Junior wypił swoją porcję i zdążył zgłodnieć- nie jemy codziennie śniadania z pieczywem w roli głównej, po dwóch dniach mamy jednak ochotę na tostowy chleb. Dziś z hummusem, serem żółtym i rzeżuchą oraz na słodko z olejem kokosowym i miodem. Przyznaję się bez bicia, że bardzo lubię tę drugą wersję i Junior ma to chyba po mnie... :)



04.04.2017

°tuesday°

Zazwyczaj we wtorki mam terminy poza domem, więc dzisiejsze śniadanie musiało być na szybko. W sam raz na rozpoczęcie takiego dnia jest jaglanka- którą ugotowałam na wodzie, dodając pod koniec gęste mleko kokosowe, wiórki i suszone owoce. Mam jednak taki mały problem, że nie zawsze czuję się po niej najedzona lub po prostu szybciej głodnieje. 
Nie wiem jeszcze czy to zależy od dnia czy może od dodatków (ta wersja była bardzo sycąca), w każdym razie na drugim planie króluje dziś ulubiony bagel (ze serkiem śmietankowym, pietruszką, awokado i rzeżuchą). 

Odprowadzam Juniora do opieki (który tam je drugie śniadanie) a swoje zabieram i wyruszam w trasę. 


03.04.2017

°monday°

Pierwszy kwietniowy tydzień zapowiada się spokojne, na ile pakowanie kartonów można podciągnąć pod ogólny stan spokóju, ale niech tak już będzie. 
Pierwszy taki tydzień od dawna, bo w marcu dominowały nerwy, niepokój i rozdrażnienie.

Jak dobrze, że mamy więc poniedziałek. Lubię poniedziałki. Naprawdę. 
Weekend rządzi się swoimi prawami, dlatego cieszę się kiedy znowu wstaję po 7 i jestem Panią swojego czasu - i jadłospisu :)

#pancakesmonday króluje u nas od jakiegoś już czasu. Wciąż mieszam mąki i próbuje nowego. Wiem już że dwa banany to o jeden za dużo, że wyłącznie na mące kokosowej się rozpadną, te z chia są ok, ale jajka to mus. Te dzisiejsze z mąki kokosowej i orkiszowej (pół na pół) to chyba będzie to ;)
Nie zawsze jest czas, czasami przygotowuje ciasto w niedziele wieczorem aby tylko z rana potrzebną ilość usmażyć. Zazwyczaj jednak lubię zacząć poniedziałkowy poranek właśnie tak-  smażenia nie przyspieszysz, a to czekanie jest takie uspakajające hehehe 🙊🙈


02.04.2017

easy

Miłe towarzystwo i dobre jedzenie pod gołym niebiem.
Włosy przewiane zapachem ogniska.
Klimat lata z początkiem wiosny.

Czasami tak mało potrzeba by czuć się w pełni zadowolonym.


26.03.2017

moving moving n°3

Paraliżuje mnie wizja przeprowadzki. Zgrać całość w dość krótkim czasie jest ciekawym wyzwaniem. Po ponad 5 latach przychodzi czas na nowe.
Jedocześnie czuję wielkie podekscytowanie. Odliczamy, zbieramy kartony, planujemy nową przestrzeń a lista to-do nie ma końca.

Wyobrażam sobie ostatni poranek tutaj, i pierwszą wypitą kawę tam...

Póki co, jak to w życiu bywa, wszystko dzieje się oczywiście jednocześnie. Między wzlotami i upadkami delektuję się ostatnią wiosną w dużym mieście.


09.03.2017

Bad Moms

Być może powinnam polecić ten film na Dzień Mamy, ale mama to przede wszystkim też kobieta... 

Jedno jest pewne: miałam ubaw przez prawie półtorej godziny i naprawdę z ręką na sercu uważam, że jest wart. 
Nie jest to film który nominowałabym do nagrody Złotej Palmy, i miejmy dystans do swoich filmowych ambicji bo film należy po prostu do kategorii "łatwych i przyjemnych"- ale ile w nim prawdy, to już zobaczycie sami :) miłego!



06.03.2017

LEBEN, LIEBEN & GENIEßEN vol.1

Dużo się w realnym życiu dzieje. Wraz z pierwszym marca poczułam się, jakby mnie oblano lodowatą wodą prosto z Antarktydy. Wiosna wiosną- ale nie zgadzam się na nowy miesiąc. Bojkotuję. Czuję się jak miś, który dopiero co się przebudził. Kurde, no nie jestem gotowa na nadchodzące wyzwania. Nic a nic.

LEBEN, LIEBEN & GENIEßEN to rubryka odpowiedzialna za tu i teraz - "żyj, kochaj i delektuj się" będą to tacy nieformalni ulubieńcy. Zastąpią poszczególne faworyty, które pojawiały się na końcówce sezonu - a nie były one w 100% formatem, którego szukałam.

Zaczynamy!



Znaleźć dobrą składnikowo czekoladę to naprawdę już wyższa szkoła jazdy. Unikam od początku roku świadomie cukrów prostych, idzie mi raz lepiej raz gorzej ... ale gorzkie czekolady ze mną pozostaną. Lubię czekolady VIVANI, mają przeróżne smaki choć mój wzrok zatrzymuje się jedynie na tych gorzkich. Ta ma w składzie cukier kokosowy- więc jestem jak najbardziej na tak. W  asortymencie jest również dostępna gorzka czekolada z całymi orzechami, która oczywiście powędrowała od razu do koszyka, bo zazwyczaj takiego typu czekoladę spotykałam jedynie w wersji mlecznej.
VIVANI jest dostępna w polskich internetowych sklepach z żywnością. W raaaazie czego ;)

Jeśli już o słodyczach mowa, to pianka pod prysznic o zapachu Tasty Donut podkradła mi serce już w sklepie. Pachnie obłędnie. Naprawdę.
W połączeniu z kawowym peelingiem mam wrażenie, jakbym dosłownie nie była pod prysznicem tylko gdzieś w uroczej kafejce, piła kawę i zajadała się "tym czymś"- bo tak naprawdę chyba jeszcze nigdy nie spróbowałam prawdziwego donuta. Niemniej, ten przesłodki zapachowy klimat może u mnie zostać na dłużej.

Magazyn w tle to "mój ulubiony" Emotion SLOW który u nas w domu gości i miejmy nadzieję jeszcze przez długi czas gościć będzie (różnie z tymi magazynami bywa, jak tylko wypowiesz głośno że coś lubisz to albo wycofują albo zmienia się jakość) - jest on bowiem idealnym dodatkiem do tej rubryki. A na nim moje złotko karma, która zafundowała mi niejedną nieprzespaną noc.
Bo kupić czy nie kupić biżuterię kiedy się praktycznie żadnej nie nosi?!
Są idee, pod którymi mogę podpisać się rękoma i nogami a ta wokół karmy jest mi bardzo bliska. Zatem cieszę się bardzo, że mi ją jednak sprezentowano i od tej pory noszę ją prawie codziennie. Tym samym wraz z delikatną branzoletką tworzą jedyny mój biżuteryjny duet (nie licząc obrączki).
Edit: mimo wielu szarpnięć małego chłopczyka łańcuszek wciąż jest cały!

Gilmore Girls. Stars Hollow. Lorelai i Rory.
Jako nastolatka oglądałam historę wokół mamy i córki, ale nigdy nie znałam całego wątku. Powrót bohaterek z czterema nowymi odcinkami sprawił, że nabrałam ogromnej chęci poznać całą fabułę od początku. Póki co minęły 2 miesiące a ja wciąż jestem na pierwszym epizodzie, niemniej jest to właśnie to czego szukam. Potrzebuję coś lekkiego. Obawiałam się, że wraz z nowym innym serialem będę zarywać nocki lub nie będę mogła się odciąć (jak np. w przypadku Grey´s Anatomy lub Downton Abbey) ;))
Bardzo miło się ten serial ogląda (dystans i ironia bohaterek zaraża!), nie mam problemu urwać odcinek w połowie i wrócić do niego nawet parę dni później, bez wewnętrznego stanu niewygodnej ekscytacji, że muszę natychmiast skończyć dany odcinek (i włączyć od razu następny). Dziewczyny umilają mi niejeden seans we wannie. To się nazywa komfort. 

Ten ceramiczny kubek to prawdziwa perełka. Beżowy w granatowe kropki rozczula mnie przy każdym użyciu. Ta kuleczka tak fajnie leży w dłoni, że nie chce się jej odstawiać.  Dostaliśmy dwa takie w prezencie i jakimś cudem pasują wręcz idealnie do nowego serwisu. Planujemy dokupić kubki, aby mieć do kompletu.
Ale to już na nowym :)

Zimowy niezbędnik to krem do rąk i pomadka ochronna- duet, który ciężko dopasować. Choć z pomadką Sante trafiłam od razu w 10tkę to kremów do rąk już trochę w życiu przetestowałam. Póki co wracam do kremu z Rituals, bo to on najlepiej sobie radził w zimowe dni. 

Last but not least bawełniana torba z drogerii DM. Uwielbiam je. Jest to torba taka jakby na wynajem. Można ją bowiem po zakupach oddać - wtedy zwracają kwotę, wymienić za darmo na inny kolor, bo co jakiś czas wprowadzają nowe albo po prostu - jak to robię ja - sobie zostawić i kolekcjonować. Ostatnio po paru latach używania oddałam dość już zmęczoną torbę i nie było to żadnym problemem. Bardzo chwalę sobie takie rozwiązanie i chętnie rozdaje je w prezencie. Zawsze mam taką w torebce. Zabieram na zakupy lub na ryneczek. W innej trzymam zabawki do piaskownicy. A do jeszcze innej pakuję np. na wyjazdy jedzenie dla całej naszej czwórki. Jest niesamowicie pakowna, leciutka i przede wszystkim ekologiczna. Poza małym napisem na ramiączkach jest całkowicie jednolita co mi osobiście bardzo się podoba. 


12.02.2017

moving moving n°2

Wchodzisz do potencjalnie perfekcyjnego mieszkania. Wszystko jest nowe, eleganckie i dopiero co zostało wykończone. Salon wielkości prawie naszego aktualnego mieszkania, aż prosi się by go fajnie zaaranżować. Wchodzisz do tego otwartego pomieszczenia i szlag!

Stoisz jak wryta. 
Nie wiesz czy dobrze widzisz. 
Patrzysz ponownie i wiesz, że to jednak nie jest żart. 

Zamiast patrzeć na duże, aż do podłogi okno... okno z widokiem na "przestrzeń" z górami w tle- to patrzę na beton. W rogu zaś wąskie(!) balkonowe drzwi (bo druga połowa drzwi jest obok za ścianą w sypialni, rzecz jasna). 
Po drugiej stronie pokoju jest okno, z widokiem na sąsiedni budynek. Nie jestem może po fachu, ale kompletnie nie rozumiem tego rozmieszczenia. Pytam się zatem Pana od nieruchomości (który nota bene był współprojektantem) co TO do cholery ma być?! Jak można nie wykorzystać potencjału?

Odpowiedź jest tak prosta, że aż niemożliwa: Chce Pani zobaczyć widok, proszę wyjść na balkon. Bam! Zresztą na tej ścianie można zawiesić przecież telewizor...



06.02.2017

Keep calm...

Jeśli nawet odcinek Gilmore Girls nie pomaga, to musi być naprawdę źle. 
Zaciskam zatem zęby i odliczam do wieczora. 
Zaparzam herbatę, nalewam wodę do wanny- naiwnie jestem skłonna uwierzyć, że podwójna dawka Stars Hollow i sen, długi sen, cokolwiek potrafią zmienić.




21.01.2017

moving moving n°1

Teoretycznie wiedziałam, że nie możemy tu zostać na zawsze. Praktycznie wyglądało to tak, że ową myśl odsuwałam tak długo jak się dało. Mąż by powiedział, żbyłam wyjątkowo uparta pod tym względem. Nie chciałam nic słyszeć o ewentualnej przeprowadzce póki, no właśnie - póki z dnia na dzień nie napadła mnie chęć zmiany. 
Natychmiastowej zmiany, rzecz jasna.
Czegoś co nie da się tak ot. 
I gdybym już nie nie miała wystarczająco zajęć... użeram się chwilowo z upartymi wynajmującymi, którzy nie tyle co mogą sobie dowolnie wybierać, to jeszcze dyktują warunki. 
Jakbym nie umiała czytać ogłoszeń... 


Czy schody nie będą dziecom przeszkadzać

Chlopcy mają spać w jednym pokoju? 
Czy 80m2 mieszaknie nie jest za male? 
Owy metraż wyłącznie dla singli i par!
A czemu tak naprawdę chcą się tu Państwo przeprowadzić
Ile Pani powiedziala, dzieci mają lat? 



To be continued...

17.01.2017

sully

TO jest film! 
Owe, oparte na prawdziwych historiach, lubię najbardziej.

Pamiętam wiadomości wokół tego, jakby było wczoraj. Po obejrzeniu filmu nie mogłam zatem uwierzyć, że całość wydarzyła się już osiem lat temu...