16.01.2018

The Greatest Showman

Bywają filmy, które od pierwszych dźwięków chwytają za serce.
Nuci się je nawet jeszcze kilka dni później, ogląda różne sekwencje ponownie.
Tylko po to, by poczuć to coś, co ten film ma po prostu w nadmiarze.
Zachwycam się całym jego klimatem...
I wzruszam.*



*Szczególnie drugie video "The Greatest Showman - This is me. Keala Settle"

11.01.2018

S.Fitzek "Pasażer 23"

Nowy rok w klimacie thriller uważam jak najbardziej pasujący do okoliczności. Stawiam na mocne bodźce już od początku, niech synapsy pracują. ;)

A tak na poważnie, jest to moja pierwsza przygoda z tym autorem. 
I choć słyszałam, że ponoć jest dobry, nie przypuszczałam że aż tak. 

Odważna tematyka, która dopiero pod koniec tak naprawdę otwiera oczy.
Fitzek pozostawia pewien niedosyt, takie mrowienie w palcach- od razu chciałoby się poszukać kolejnej jego książki.

I daj Boże, abym już nie musiała być nigdy pasażerem dużego statku. ;)


09.01.2018

goodbye 2017


Czytając noworocznego posta pisanego rok temu, sama lekko nie dowierzam. Pamiętam dobrze ten spacer, emocje i plany które w tym czasie rodziły się w głowie. 2017 miał być w zupełności inny. Był oczywiście jaki był, ale nie był on moim rokiem -  takim, jakim z ręką na sercu, zakładałam że będzie.
Świadomość ta boli i rzuca się w oko - i nie mówie tu o konkretnych niepowodzeniach. 2017 sukcesywnie ucinał mi skrzydła - zapewne sama jestem temu winna. Nie jest to jednak wina jednego roku, ale sumą źle podjętych decyzji na przestrzeni ostatnich lat- bo przecież nie do końca ma się na wszystko wpływ. Jasne, miniony rok miał też swoje dobre strony, ale one nie zdominowały. 
Przede wszystkim jestem rozczarowana tym....że moje pozytywne JA poszło przez to wszystko w odstawkę. Nie wnikając za bardzo w szczegóły. Choć generalnie o te szczegóły właśnie chodzi, bo to dzięki nim cały ten życiowy bałagan powstał. "...Die das Fass zum überlaufen gebracht haben" - jak to fajnie w niemieckim mówią. Przelało się. I tyle.

Coś co budowałam przez lata, nad czym pracowałam i w mocno wierzyłam zostało solidnie wstrząśnięte. 
Pewnie, nie jestem już bezdzietną 25-latką-świeżo-po-ślubie-z-głową-w-chmurach-i-czasem-jak-guma. Rok 2017 był zatem dla mnie rokiem oddalenia się od pewnych etapów, emocji, ludzi i summa summarum, co najgorsze, od samej siebie. Był rokiem zagubienia, wypalenia i "uwolnienia". 
Dostałam czerwoną kartę. Dostałam nauczkę.

Czemu to piszę?
Aby przypominać samej sobie- bo ponoć na własnych błędach można nauczyć się najwięcej. Prawdziwe życie zazwyczaj odbywa się zdała od wyłącznie kolorowej mozaiki wyidealizowanych kwadracików. 

Gdybam zatem nad planami i tak bardzo bardzo bardzo chcę poczuć znów fascynację i wiatr we włosach, spowodowanym aktywnym, dobrym trybem życia. Puścić lub zmienić pewne, już zatarte, schematy są sporym wyzwaniem. Próbuję się nauczyć wiary i zaufania, zaufania że wszystko co się dzieje, dzieje się z jakiejś przyczyny. Niepewność mam zamiar zamienić w siłę.
Tak, abym mogła być znów tą Rają, która od wewnątrz jak i zewnątrz jest pozytywna.... taką jaką byłam jeszcze niedawno... 

Z uśmiechem nie tylko w sercu ale i na buzi, ale przede wszystkim z błyskiem w oczach. Właśnie dlatego, że nie jestem już tą bezdzietną 25-latką-świeżo-po-ślubie-z-głową-w-chmurach-i-czasem-jak-guma.
Ale dlatego, że mam dla kogo i że jestem tego warta!

21.12.2017

•19-24• blogmas

Z racji kompletnego braku czasu i dodatkowo wyjazdu na głowie, urywam niestety-stety w tym miejscu móją przygodę z blogmasem. W tym roku miałam ogromną przyjemność tworzenia tych dni... ale co trzeba, to trzeba. 
Na koniec mała świąteczna niespodzianka - szczególny wpis.
Po tylu latach blogowania wypada się ciut przedstawić :)
  1. Jestem brunetką, która jeszcze nigdy nie farbowała włosów. Jednak bardzo podoba mi się uroda skandynawska.
  2. Dopasowywuję język do swoich potrzeb. Jeśli nie ma słowa, to je stwarzam, po czym wierze że ono naprawdę istnieje.  
  3. Nie lubię odgłosów jedzenia a mlaskanie (nawet u dzieci) doprowadza mnie do białej gorączki.
  4. #happyhappy , #greenisgood, #pozytywnieiaktywnie, #thegoodlife 
  5. Od 6 lat używam naturalnych kosmetyków, i naprawdę wierze, że dzięki nim nie widać mojego wieku.
  6. To, że wychowałam się bez ojca, sprawia że relacja mojego męża z naszymi synkami jest dla mnie całkowicie czymś nowym, poniekąd nie do zrozumienia, ale niesamowicie pięknym doznaniem.
  7. Lubię prowadzić auto,
  8. ale niecierpię tankowania. Potrafię zajechać do domu na ostatnich kroplach, po drodze umierać z tysiąc razy, ale nie zatankuję - potem wysyłam męża wieczorową porą na tankowanie. No chyba, że już faktycznie M-U-S-Z-Ę, to zatankuję i nie mam przy tym żadnych problemów. Sama nie wiem czemu takie odstawiam cyrki ;)
  9. Karma, baby, karma.
  10. Z wykształcenia jestem Lingwistką. Maturę mam natomiast z profilem socjalno-wychowawczym, po czym rownocześnie ze szkołą, pracowałam przez rok w przedszkolu. Był to jeden z najfajniejszych okresów mojego „dorastającego” życia.
  11. Z zamiłowania jestem ... Perfekcyjną Panią Domu. 
  12. Poza tym partnerką, mamą, córką, siostrą, przyjaciółką, nianią, przedszkolanką, menedżerką, sekretarką, sprzątaczką, kucharką, koleżanką, planerką, kreatywną duszą, studentką, ogólnie dość pozytywną kobietą - niekoniecznie w tej kolejności. 
  13. Umiem grać na flecie poprzecznym i grałam pewien czas w orkiestrze- w przyszłości chciałabym nauczyć się grać na pianinie.
  14. Lubię promienie słońca na twarzy, dobrą kawę, pozytywnych ludzi i wartościowe rozmowy.
  15. Slogan "but first coffee" wywołuje u mnie reakcję alergiczną. Nie znoszę! I to mimo miłości do kawy. Tak samo reaguję na kody zniżkowe zergarów DW i na „głupotę” niektórych osób. Ogólnie, szybko się irytuję.
  16. Harrego Pottera czytałam minimum 7 razy.... z każdą nową książką czytałam wszystkie części od początku. Ten czas (=nieograniczone czytanie książek do białego rana) jest jednym z najmilszych nastoletnich wspomnień. Czytałam praktycznie wszędzie. Wspominając ten okres widzę siebie zwiedzającą z Rodzicami Irlandię. Potrafiłam dosłownie nie wychodzić z auta, oburzając się kiedy jednak zmuszano mnie, aby oglądać jakieś nudne cliffy :D
  17. W szale Harrego Pottera wysłałam koleżance list z powiadomieniem, że została przyjęta do nowej szkoly w Hogwarts, rzecz jasna ze stemplem z wosku na kopercie :) Zawsze miałam zamiłowanie do szczegółów.
  18. Tańczyłam jako nastolatka wiele lat Jazz Dance. Od tej pory nie maluję praktycznie oczu żadnymi cieniami. Nie mam też żadnej palety do oczu. Tańczę za to do dziś- w domu, najlepiej do głośnej muzyki.
  19. Swojego Męża poznałam w .... kościele :)
  20. Myślę, że szufladkowanie siebie/innych jest bardziej męczące niż światu potrzebne. Nie jem mięsa, co nie czyni mnie od razu wegetarianką. Unikam nabiału i jem dużo zieleniny, choć nie jestem weganką, bo za bardzo lubię dojrzałe sery i mozarellę.  Dla samej Panna Cotty/Tiramisu nie mogłabym być weganką ;) To tylko przykład. Nie potrzebuję stempla na czole, które mnie  definiuje. Myślę, że na każdym kroku próbujemy się wcisnąć w jakiś już obecny schemat. Patrz punkt 12- możemy być o wiele więcej niż się na pierwszy rzut oka może wydawać. Nie dajmy się zredukować ani oceniać. Każdy z nas jest inny i ma swój styl na życie, nie potrzebujemy na to szufladki, które poniekąd ograniczają.
  21. "Travel - the only thing you buy that makes you richer" - słowa, w które bezwarunkowo wierze i pewne nastawienie, którym chciałabym zarazić swoje dzieci.
  22. Kręcę włosami jak nad czymś mocno myślę- mam to po Mamusi ;)
  23. Lubię siebie za to, że doceniam drobnostki w życiu i otwarcie sie nimi cieszę. Celebruję codzienność i to czyni mnie szczęśliwą. Lubię też spędzać czas wyłącznie ze sobą.
  24. last but not least: cześć, jestem Raissa! Mam 30 lat, robię reset i odkrywam smak życia na nowo. Fajnie, że tu jesteś.



🎄Wesołych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.
Niech magia i wzajemna życzliwość będą z nami! 🎄

18.12.2017

•17-18• blogmas [kulki]



Za nami pieczenie przeróżnych ciasteczek i pierników.
Przed nami wizja Świąt, dobrego jedzenia i pyszności.
Ale co zrobić, skoro mimo tego i tak mamy ochotę coś dobrego przekąsić?!
I to nie za tydzień. Dziś, a najlepiej na teraz. Natychmiast :)

Na insta nieraz pokazywałam "kulki mocy", które są idealną odskocznią od typowych ciast, ciasteczek, czekolad...ale zarazem wystarczająco słodkie, żeby zaspokoić zimową chandrę. Był czas kiedy robiłam je bardzo, bardzo regularnie.

Healthy holidays- pierwsze skojarzenie dotyczące kulek, które mam wrażenie zdominowały, w przeróżnych odsłonach,  świat.
Moje kulki to wersja na bazie kaszy jaglanej, ponieważ chciałam zredukować kaloryczność tych kulek, aby móc sobie je po prostu pojeść. Owe wykonane wyłącznie na bazie daktylowej są mi osobiście za słodkie- ale gusta wiadomo się różnią.

Składniki
200g suchej kaszy jaglanej*
100g suszonych daktyli*
50g wiórek kokosowych*

Opcjonalnie
2-3 łyżki musu kokosowego*
1 łyżkę masła orzechowego*
ok. 4 łyżki gęstego mleka kokosowego z puszki. Wtedy daję ciut mniej wody do gotującej się kaszy
miód
przyprawy - tym razem dodałam piernikowe*
orzechy/migdały
chia
kakao
aromat wanilii*
suszone morele niesiarkowane - moczone z daktylami



Tak naprawdę czym chata bogata można tworzyć zestawy na jakie mamy ochotę lub co akurat mamy pod ręką.

Gotuję kaszę według zaleceń. W tym czasie zalewam daktyle wrzątkiem i odstawiam na czas ugotowania się kaszy. Zanim dodam je do kaszy nie tyle co odcedzam wodę, to dodatkowo wyciskam w rękach, aby kulki nie były za wilgotne.
Zauważyłam, że każda kasza jest ciut inna. W zależności od firmy i rodzaju, ugotuje się bardziej sypka albo już "papkowata". Pod koniec gotowania, jak wchłonie się już woda, dodaję mus kokosowy lub gęste mleko kokosowe, mieszam i czekam aż wszystko się dobrze wchłonie / rozpuści.

Następnie dodaję resztę składników i blenduję mikserem na jednolitą masę. Udało mi się już spalić jeden mikser, także ostrożnie :) Bywało, że dopiero parę godzin później blenduję ostudzoną już kaszę - osobiście nie zauważyłam żadnej różnicy. Pamiętajcie, aby kaszę zostawiać przykrytą, aby nie wyschła.


I tak naprawdę cała filozofia na tym punkcie się kończy. Wielkość kulek zależy od własnych upodobań, tak samo czy obtoczymy je wiórkami kokosowymi czy kakao.  W zależności co mamy pod ręką, można je obtoczyć nawet sproszkowanymi owocami lub orzechami.
Zazwyczaj robię je na wieczór, aby przez noc mogły przesiąknąć smakami. Stają się wtedy też takie bardziej "twardsze".

Na pewną stanowią świetną alternatywą jako przekąskę w ciągu dnia, coś słodkiego "do kawy" lub jako dodatek do dziecięcego śniadania w przedszkolu.


*Z tych składników są zrobione kulki na zdj.

16.12.2017

•16• blogmas [md]



Musiałabym się mocno zastanowić od ilu już lat czytam toczące się życie wokół Magicznego Domku- jeszcze kiedy główni domownicy nie byli rodzicami  ani nawet małżeństwem. Kiedy to jeszcze magiczny domek był mieszkankiem nad mieszkaniem Babci. 
Więc sporo sporo czasu.

Mało blogów czytam regularnie, ale do nich lubię wracać... za ich ciepło, klimat i autentyczność, które zostają uwiecznione przez Panią Domu, Gusię. 

Dziewczyna również uwiecznia grudzień codziennymi wpisami. I taka moja mała propozycja na dziś - lub idealnie na nieśpieszny jutrzejszy poranek: z kubkiem gorącej herbaty zapukajcie do Magicznego Domku, na pewno was przyjmie i ugości chwilą spokoju i serdecznymi wpisami.