11.04.2016

A.

Dużo czasu minęło od ostatniej rozmowy. Jeszcze więcej od ostatniego spotkania. 
W międzyczasie obawy, że tego dużo nie da się przeskoczyć

Ale życie zaskakuje. Niespodziewanie spotkanie, serdeczne objęcie i świadomośćże nic a nic się między nami jednak nie zmieniło.

01.04.2016

Autumn/Winter favs -food-


Weekendowe wspólne śniadania w domu lub poza nim, kończą się zazwyczaj późnym przedpołudniem- niekiedy przerywane nudzącym się już dzieckiem. 
Samo rozmawianie o zdrowym odżywianiu sprawia mi sporą radość. Dużo na ten temat czytam, wprowadzając większe lub mniejsze zmiany, a jeszcze tyle można się douczyć. Stało się to nieplanowanie poniekąd moją małą pasją.
Nie o tym jednak mowa..

Ulubionych "typowych" posiłków nie będzie wiele, bo takich po prostu nie było.

Zacznijmy od sezonowych owoców i warzyw. Jestem ziemniakową dziewczyną - bardzo lubię pieczone w piekarniku i mogłabym jeść taką wersję parę razy w tygodniu. Jesienią dominuje również pieczona dynia. Granat był także hitem jesieni, musiał zawsze być w domu. Odpręża mnie bardzo(!) obieranie i "wydłubywanie" pestek...



Dzień zaczynam od ciepłej wody z cytryną i imbirem - wersja zimowa. Z chęcią piłam od razu cały litr.
Zawsze w domu- lub w torebce- wafle ryżowe polane gorzką czekoladą. Takie niby nic, ale zarówno dobre w podróży lub do popołudniowej kawy. Coś "słodkiego" dla Juniora, lub na szybko dla niespodziewanych gości. 



Olej kokosowy jest całorocznym ulubieńcem. Zrewolucjonizował naszą kuchnię. Od trzech lat rządzi i szczerze, nie potrafię wyobrazić sobie gotowania bez tego cuda. Używam do podsmażania, do szejków, smaruję kanapki (wyeliminowałam masła/margaryny) - a jego właściwościom można by poświęcać o wiele więcej uwagi. Smarowałam nim noworodka, olejuje włosy. Nie no, prawdziwy "allrounder" :)
Cieszę się bardzo, że udało mi się zarazić nim rownież swoje otoczenie. Litrowy słoik starcza nam na ok.3 miesiące. 

Sushi...zawsze i wszędzie. Choć tej zimy stosunkowo często gościł u nas na talerzach. Mąż ma do tego rączkę, a cała procedura stała się rodzinną atrakcją na spędzenie zimowych popołudni razem. Junior jest rownież wielkim fanem i wcina ochoczo.
Mój ulubiony zestaw to ogórek, avocado i krewetki w sosie teriyaki.







31.03.2016

17.03.2016

no control

Niech mi nikt nie mówi, że początek tego roku nie jest dziwny. Emanuje wydarzeniami (nie tylko pozytywnymi), mniej lub bardziej pozbawia nas pewnej kontroli. Miesza i sprawia, że pewnych spraw lub osób po prostu nie da się nadgonić. Tym samym dzieją się przecież cudne rzeczy, te codzienne, za które trzeba i chce się być wdzięcznym.

A tu nagle połowa marca. Jakiego marca pytam się, kiedy w mojej głowie co najmniej jest dopiero luty. W powietrzu nie tyle co wiosna ale myśl, że czas niemiłosiernie ucieka. Nie wiadomo do cholery, gdzie mu tak nagle spieszno.

A ja nadal nie wiem, czy słuchać rozumu czy serca.
I czemu to właśnie szczególnie na ludziach (i samym sobie) można się najbardziej zawieść?!


13.03.2016

Autumn/Winter favs -beauty-

Czuję wiosnę na każdym kroku.
Choć mam jeszcze ciepłą kurtkę - wiatr potrafi, mimo słońca, nieźle zawiać (chwała za duże, ciepłe kaptury) - to wiosenne zmiany od tygodni pukają do drzwi, wchodzą oknami by rządzić się własnymi prawami. Słońce, zachody i coraz dłuższe wieczory- welcome back.

Kolejne odkrycie ulubieńców jest jesienno-zimowe, z racji, że nie nazbierało się w sumie za wiele, by ich rozdzielać.



  • Jesień/zima to czas na Hypnotic Poison, zawsze jest i będzie- od lat ten sam. Po letnich miesiącach cieszę się jak dziecko kiedy mogę do niego wrócić.
  • Przez ostatnie miesiące towarzyszyły mi również dwie pomadki, które musiały zawsze być w torebce. Obawiałam się, że używając codziennie pomadkę z limitowanej serii Kiko (piękny wiśniowo-śliwkowy kolor) nie doczeka się zimy. "Na szczęście" w grudniu przerzuciłam się na ciemno koralową pomadkę z Benecos, którą uwielbiałam już w zeszłym roku i tak obie przetrwały do wiosny...powoli zmieniam tonacje, ale cieszę się, że je jeszcze mam.
  • Jeśli chodzi o podkłady to odkąd pamiętam zawsze mam z nimi jakiś problem, szczególnie z doborem odpowiedniego koloru. Stawiam na wyrównanie kolorytu z lekkim kryciem - ma powstać taki naturalny "glow" (szczególnie zimą) - niby za dużo nie wymagam ;) Z podkładem Dr. Hauschka miałam już jedno podejście z ich pierwotną wersją, co skończyło się wielkim nieporozumieniem. W zeszłym roku wprowadzili nową edycję, więcej odcieni i inne "obietnice". Pożyczyłam od Mamy na wypróbowanie (czytaj:podkradałam) i tak już przy nim zostałam.
  • Emulsja do twarzy Dr. Hauschka nie jest typowym jesienno-zimowym faworytem, ponieważ używam jej mniej lub więcej przez cały rok. Aczkolwiek nie wyobrażam sobie ostatnich miesięcy bez tego małego cuda, który w swój sposób nawilża i stymuluje skórę twarzy. W ostatnich miesiącach mieszałam z rożnymi olejkami lub kremami aby był bardziej "treściwy". Latem używam solo. Perełka.
  • Lubię emulsję do mycia twarzy Alterry. Jest delikatna i przez swoją niby-mleczną konsystencję odpowiednia na jesienno-zimową pielęgnację. Makijaż oczu zmywam w tym okresie olejem kokosowym, który jednocześnie nawilża okolice oczu. Taki duet oczyszczania twarzy sprawdził mi się idealnie.
  • Maska oczyszczająca Sylveco była miłym zaskoczeniem. Bardzo wydajna a peeling sprawia, że buzia jest gładka, oczyszczona jak i w swój sposób odżywiona. Trafiony prezent :)
  • Last but not least- tusz do rzęs. Wieczny problem. Never ending story. Choruję, kiedy muszę kupić nowy. Tak jak w innych dziedzinach stawiam na naturalne/nie testowane na zwierzętach eko-kosmetyki to szczególnie tusz do rzęs sprawia mi największy kłopot w znalezieniu odpowiedniego zamiennika. Albo się kruszą, ciężko aplikują, albo po prostu nie spełniają oczekiwań- do tego nie kosztują akurat mało, więc wnerwa mam podwójnego. Wokół  Miss Manga Mega Volume chodziłam całe ostatnie lato. Mam swoje zasady....jednak chwilowo robię tu mały wyjątek, jestem zmęczona szukaniem. Bardzo polubiłam efekt, który ten tusz daje, takiego szukam. Kupiłam ponownie.