Posts mit dem Label easy like... werden angezeigt. Alle Posts anzeigen
Posts mit dem Label easy like... werden angezeigt. Alle Posts anzeigen

03.07.2017

LEBEN, LIEBEN & GENIEßEN vol.3

Jedną nogą już w Polsce (głowa jest jeszcze gdzieś na autostradzie) czas na szybkie chwilowe "tu i teraz". Z racji wyjazdu zebrałam wszystko co dominuje ostatnimi czasy, bo pobyt w rodzinnych stronach rządzi się swoimi prawami. A że jestem maniaczką codzienności i niezmiernie lubię delektować się tym wszystkim- to...

Zaczynamy!


Ice ice baby. Lody lody dla ochłody. Zwijcie jak chcecie, kolejny rok nieustannie w ruchu są te oto silikonowe foremki. Na instagramie pod #icecreamqueen pokazywałam niejedną lodowo-owocową aranżację. Są łatwe, a przede wszystkim zdrowe. Nie chwaląc siebie za bardzo, po cichu skromnie jednak powiem, że czekoladowe na gęstym mleku kokosowym pobija wszystko. Zaraz po nich króluje mango. 
I szczerze powiedziawszy, kupne lody mi już nawet nie smakują...

Po tygodniach praktycznie bez makijażu, powoli wracam do żywych. Zaskoczona jestem jedynie, ile dodatkowo miałam z rana czasu- a ja naprawdę nie należę do kobiet, które nie wiadomo jak się malują. Silna alergia, łzawienie i swędzenie oczu itp. spowodowało, iż ostatnie co chciałam to tuszować oczy. Przede wszystkim wizja wieczornego demakijażu hamowała wszystko co z make-upem miało do czynienia. Jednak tusz Dior Diorshow Iconic, który podsunęła mi Mama, jest rewelacyjny. Tusze to taki temat rzeka. Zazwyczaj potrzebuję długo - bywało że aż do miesiąca - aby moje rzęsy się z nowym mazidłem oswoiły. Żyłam w przekonaniu, że taka kolej rzeczy. Póki nie wypróbowałam Iconic. Efekt widziałam od razu, nie mając nawet pomalowanego jeszcze drugiego oka.

Co roku na wiosnę ten sam problem. Tym razem postawiłam na ochronę przeciwsłoneczną  francuskiej firmy Laboratoires de Biarritz, która  w dziale kosmetyków naturalnych jest dość nowa na rynku, ale za to ma same pozytywne opinie. Fluid jest wodoodporny, bardzo ładnie się rozprowadza, wchłania i pozostawia efekt mokro-suchej skóry, jeśli to ma jakiś sens. W każdym razie jest dobrą bazą pod puder lub produkty sypkie mineralne. A na tym mi akurat zależało. Dodatkowo chciałam mieć krem, który również mógłby użyć mąż lub dzieci, więc wszystkie kremy tonujące nie wchodziły w grę.
Minusem może być dość nietypowy i na pierwszy rzut nachalny zapach kokosa i masła shea, jednak po chwili zapach się ulatnia pozostawiając po sobie tylko lekką nutkę. Jest niekomedogenny, lekki i nieklejący. Sprawdził się idealnie w te czerwcowe upały. Kolejna trafiona perełka.

Pszczółka. Ołówek podarowany od moich Chłopaków. Mój towarzysz kiedy z nosem siedzę w książkach. Umila mi pracę. Takie małe coś a cieszy. Sama jestem jak taka pszczółka, jestem pracowita ale i ukąsić potrafię, także pasuje jak ulał. Żebym była tylko produktywna jak taka pszczółka, bo praca mgr. nie napisze się sama. 

W tym kontekście pasuje kolejna pozycja: książka Maji Lunde "Historia Pszczół". Wstyd się przyznać, ale w tym roku nie przeczytałam jeszcze ani jednej książki. Takiego czegoś jeszcze nie doświadczyłam. Bywały okresy bez książek, ale zupełny brak czytania, tego przyjemnego nie naukowego czytania, ciążyło mi okropnie...więc postanowiłam odkurzyć Kindla. Czytam przy usypianiu maluchów lub przed pójściem spać, nawet jeśli byłby to tylko jeden rozdział.  

Śniadanie. Śniadanko. Śniadaniunio... chwilowo prawie każdy poranek zaczynam z dużą porcją musli. Mieszam dwa różne rodzaje płatków uważajęc aby nie było żadnych niepotrzebnych dodatków (aldi ma dobre składnikowo w swoim asortymencie), dosypuję amarantus ekspandowany, chia, miks orzechów, pestki dyni i suszone owoce. Zalewam mlekiem roślinnym. Proste i sycące. Jeśli z rana wychodzę zabieram swój zestaw musli + mleko po prostu ze sobą.

Po dwu miesięcznej przerwie czerwiec został zdominowany sportem. Nową okolicę poznaję dosłownie w biegu - nie mogę przestać się zachwycać jak tu zielono i jaka to różnica biec w naturze a nie po mieście, mimo iż dość zielono tam mieliśmy.
Do tego doszły regularne ćwiczenia. Dzielny duet pozwala zresetować głowę i pomaga nadszarpniętym nerwom. Wszystko zaczyna się w głowie. 

Czerwiec ponownie zaskoczył nas upałami - nie ma nic lepszego zakończyć taki dzień zimnym (bezalkoholowym) piwem. Lubię od czasu do czasu napić się tzw. Baneneweizen - piwo żytnie zmieszany z nektarem bananowym. Ostatnio upodobałam sobie jednak smakowe piwa, które traktuję raczej jako lekkie letnie drinki.

Last but not least: moje tu i teraz dominuje wszechobecna na każdym kroku odczuwalna praca magisterska.  Komputer mam praktycznie wszędzie ze soba, moje myśli prawie bez przerwy krążą w okół jedengo-  w takim klimacie będą właśnie moje wakacje i kolejne miesiące.

21.05.2017

LEBEN, LIEBEN & GENIEßEN vol.2

Życie na kartonach pokazało mi jak niewiele naprawdę potrzebuję - wszystko inne to życiowe umilacze, które w zależności oczywiście są mniej lub więcej (nie-)zbędne. I największy luksus leży chyba w tej właśnie oto świadomości.

Chwilowe "tu i teraz" to żadne rzeczy z kosmosu. Umilają mi codzienność lub cieszą oko. 
Czasami to i to. 
Zaczynamy!



Cenię sobie miesięczne kalendarze od Aliny z designyourlife.pl- używam ich od prawie roku (Alinę czytam natomiast od paru lat) jako rodzinnego kalendarza, który przywieszony na lodówce ma 'jednym rzutem oka' informować jakie są plany/terminy poszczególnych domowników. Lubię rownież na nie czekać i co miesiąc zacieszam się nowym kolorem. Taka prosta rzecz. Tak samo mam z kalendarzem od Agaty Krzyżanowskiej, który cieszy oko jako wygaszacz na telefonie. Jej piękne ilustracje kuszą mnie już od długiego czasu, aż w końcu coś u Niej zamówię. Na pewno kalendarz na 2018. W międzyczasie korzystam z tych miesięcznych "dobroci" - a majowy miś, po kwietniowym zającu, był już bardzo bardzo wyczekiwany :)


Kawa- mój przyjaciel. Ostatnio niestety zbyt dużo, bywa niedopita, czasami nawet i zimna.

Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam prowadzić samochód- jednak dzień w którym zdałam prawo jazdy calusi przepłakałam, mimo że zdałam za pierwszym razem. Ogromnie się cieszę, iż to właśnie przeprowadzka sprawiła, że klucze od auta są teraz moje - mąż podróżuje rowerem ;)
A jeśli już o tym mowa: jako cicha fanka Fast and Fourious, długo wyczekiwana 8 część i tytułowa  piosenka  "the good life" podbiła nasze serca. Posłucham, potańczę i od razu mam lepszy humor. Jeśli powiem, że co roku w maju oglądamy wszystkie części będzie to mocnym obciachem? :)  

Prawie codziennie używam kremu-podkładu Bare Minerals Complexion Rescue. Subtelnie wyrównuje koloryt i ma, co najważniejsze, filtr SPF 30. Polubiliśmy się, zobaczymy jak to będzie z ich sypkim podkładem mineralnym. 

Jeśli chodzi o element, który zaciesza me oko to zapewne koralowy łańcuszek z zawieszką flamingo. Nie potrafię powiedzieć kiedy to się stało, ale flaminga, zarówno jak ananasy i arbuzy, są dla mnie nieodłączną częścią słońca i dobrego humoru. Mogłabym być takim flamingo, lubię stać na jednej nodze ;) Mam do nich jeszcze swoje plany, póki co zdobi mój nadgarstek.  
Pierścionek w kokardkę Pandora jest sam w sobie bardzo filigranowy, ma w sobie coś ozdobno-kobiecego jednocześnie jednak też coś słodko- dziewczęcego. Jest niezwykle uroczy.