Posts mit dem Label blogmas werden angezeigt. Alle Posts anzeigen
Posts mit dem Label blogmas werden angezeigt. Alle Posts anzeigen

20.12.2020

°7-13 blogmas 2020°

07.12
Elf świąteczny dobrze wiedział, że po takim weekendzie jedynie co nam będzie trzeba do dobra muzyka i tańce. Cała nasza czwórka uwielbia taki stan resetu-  całkowitego wyluzowania, wygłupów i głośnych śpiewów. Szczególnie mały Przedszkolak ma super poczucie rytmu i bezbłędnie nuci melodie. A nasze ulubione piosenki poniżej, szczególnie nowa piosenka Robbie Williamsa gwarantuje poprawę samopoczucia praktycznie od zaraz...







8.12
Nie pamiętam kiedy ostatni raz napisałam list, ale kartka świąteczna być musi. Nawet jeśli miałabym napisać tylko jedną.... 
Miło jest, że ktoś pamięta i wyśle w naszych czasach kilka ręcznie napisanych słów.
W tym roku chłopcy pomagali i rysowali małe arcydzieła i każda kartka ma inny świąteczny motyw. W szczególności Szkolniak ma kreatywną duszę i lekką rękę by wyczarować coś fajnego. 



9.12
Dzieci wylosowały kulę do kąpieli i zatapiają łazienkę ... kiedy ja w międzyczasie dodaję ostatnie dekoracje do choinki. Zazwyczaj kupujemy ją przed Mikolajkami bo lubimy się nią cieszyć jak najdłużej. Ubieramy choinkę na czerwono-złoto z białymi akcentami.  Od lat taka sama, choć co roku inna. Bombki są takim moim małym słabym punktem, co jakiś czas dokupuję nową, wiążąc z każdą coś innego. 
W tym roku nie chcąc kupić żadnej, będąc jedynym razem w mieście, wpadł mi w ręce oczywiście sam spadający mikołaj...



10.12
Do szczęścia mało trzeba, niby wszyscy wiemy, ale dobrze sobie od czasu do czasu to na nowo uświadomić. Był to jeden z najfajniejszych wieczorów na początku grudnia - zaraz po poniedziałkowych tańcach, wiadomo.
Spotkaliśmy się u znajomych na ognisku, z grzanym winem i cieście drożdżowym na patyku (po niemiecku tzw. Stockbrot - chleb na patyku), świętując w środku tygodnia, dobre proste życie.
Było mroźno i cudownie, a dzieciaki na dodatek miały frajdę z buszowania po ciemnym jak noc ogrodzie. 



11.12
Dziś Elfik aka Lala przyniosła małe zestawy Lego. Dobrze że mamy odwiedziny - zadanie pasuje idealnie dla małych i dużych chłopaków.
Za to ja miałam spokojną chwilę na kawę - nie narzekam.



12 13.12
Z racji odwiedzin spędziliśmy jeszcze więcej czasu razem. Chłopcy szybko aklimatyzują się z nowymi osobami - każdy na swój sposób. Szkolniak punktuje wspólnym graniem w gry i bezlitośnie wszystkich obgrywa. Ze swoją przeważnie spokojną naturą oraz poczuciem humoru, nie można go nie lubić. Potrafi godzinami słuchać audiobooków. Jest to dziecko i do tańca i do różańca, nie ma rzeczy którą z nim nie można zrobić.  
Przedszkolak natomiast oznacza swój teren uwieszaniem się, wchodzeniem na kolana, wygłupia się wystarczająco za nas wszystkich - a szczególnie interesują go rzeczy, które mamy na komórce czy komputerach. Jest ciekawski świata i techniki, zadaje pytania które najpierw muszę sprawdzić w internecie  i kocha miłością wielką prawie wszystkich gości, przeważnie kobiety. Rośnie nam mały Amore.

Trzeci weekend adwentu spędziliśmy rodzinnie na pracach w ogrodzie, grillowaniu i spacerach. Tak, wszystkie czynności w grudniu popołudniu. Elfik podrzucił książkę z naklejkami aby można było w spokoju wypić kawę w łóżku w niedzielny poranek. 
Wieczorami natomiast nadrabialiśmy polskie filmy  np. listy do M 3  albo Planeta Singli 2+3.

     

13.12.2020

°1-6 blogmas 2020°

Słowem wstępu kilka zdań o naszym adwentowym kalendarzu 2020. Drugi raz z rzędu zmieniam typową idee kalendarza adwentowego (słodycze/drobiazgi) na kalendarz pod tytułem "podaruj mi czas". Jego motto można traktować dosłownie - poprzez 24 dni adwentu wspólnie spędzamy czas/ podejmujemy aktywności, zadania - cokolwiek, co na ten dzień przypadnie. Może nasunąć się myśl, że i tak tego wspólnego czasu poprzez pandemię jest wiele. Jednak docelowo zaplanowany czas, jest inny od tego wolnego, każdy- robi-swoje... ma to sens?  
Najważniejsze aby robić dane rzeczy razem.... reszta wychodzi w praniu. Bazuje on na podstawie idei od Simply On Purpose -  Gifts of Togetherness który odkryłam w 2019, i od razu się w tym pomysłem zauroczyłam. Jakie rodzicielstwo może być proste! W naszym wydaniu są zintegrowane małe drobiazgi,  mimo tego tegoroczny kalendarz jest bardzo bardzo prosty. Śmieję się, że z normalnych przedświątecznych czynności poprzez mały "pimp up" można na nowo odkryć uroki, bez żadnego większego kosztu lub zaangażowania. Z naszym 7-letnim Szkolniakiem można było na spokojnie porozmawiać o idei standardowego kalendarza - co on daje, jak się sprawdza.... czy aby na pewno jest potrzebna setna część lego albo kolejne mini autko aby potem rzucić je w kąt. Co tak naprawdę chcemy w tym przedświątecznym czasie, co potrzebujemy... On wie z czym się "to je" ponieważ podaruj mi czas robimy po raz drugi. Staram sie wytłumaczyć za i przeciw, rozumieć jednocześnie jego dziecięca potrzebę oraz ciekawość do tych wszystkich gotowych kalendarzy. Myśle, że udał nam się niezły kompromis. 
Nasza lala adwentowa towarzyszy nam praktycznie od początku związku z Panem Mężem. Wiem, gdzie ją kupiłam i pamiętam jak po raz pierwszy podarowałam wówczas jeszcze Chłopakowi tę ową lalę wypełnioną drobiazgami. 
Teraz lala przychodzi do naszych chłopców - i nie chcę przegapić kolejnego roku... 


1.12
Radość wielka, długo wyczekiwany pierwszy dzień adwentowego kalendarza. Lala usadowiona przy drzwiach wejściowych, aby miała blisko, skradając się nocą kiedy wszyscy śpią. 
Wraz z czymś małym słodkim, zadanie na dziś: robimy własnoręczne świece z wosku pszczelego. Jakie to było odprężające. Ten zapach, lekko klejące się ręce - trzeba było wpierw rozgrzać plastry wosku suszarką by móc je zwinąć. Poszło niesamowicie sprawnie, nawet nasz mały Człowieczek bardzo dobrze sobie poradził. 




2.12
Dziś z kolei opakowanie goździków od razu zdradziło zadanie na popołudnie. W szczególności Szkolniak bardzo cieszył się na dekorowanie pomarańczy, pamiętając tę czynność/zapach z ubiegłych lat. Cieszy mnie, że buduje swój mały "pamiętnik" w głowie. 



3.12 
Towarzyszy nam też książka z okienkami, które codziennie zdradzają nam co małe Elfy w tym przedświątecznym czasie kombinują. Dzisiaj będzie szczególnie ciekawie, bo misja zrobienia własnej czekolady od podstaw, wydawała się być małym wyzwaniem. W praktyce natomiast pachniało cudnie, robi się w dosłownie kilka minut- każdy dekorował swą czekoladę jak chciał. Od gumisków, orzechów aż do amarantu ekpresowego - dawno nie jadłam tak dobrej czekolady. Na pewno powtórzę tę zabawę, chociażby w chwili zimowej chandry, kiedy chce się coś słodkiego. Dobra, zdrowa alternatywa! 





4.12 
Kupujemy choinkę- yaaaay! 



5.12 
Długo wyczekiwana rozbudowa torów Carrera - po roku w końcu doczekali się więcej części. Kupione używane mają u nas drugie życie. 



6.12 
Dziś Elf adwentowy (aka Lala) postanowił pospać i odpocząć, bo w zamian przychodzi jego przyjaciel Mikołaj. Walkie-talkie były strzałem w dziesiątkę. Również dla nas dorosłych, 10 minut głupawki gwarantowane. Fajnie jest przypomnieć sobie, że w nas też tkwi jeszcze to małe dziecko.

Mikołajki to też urodziny Mamy. Drugą niedzielę adwentu spędzamy zatem rodzinnie, z dobrym jedzeniem i w miłym towarzystwie tych oto słodziaków. Są to psy dziewczyny mojego brata i prawda jest taka, że zamiast swoich dzieci mam ich na tle ekraniu w telefonie. 

           

my kind of "blogmas" 2020

Jakiś czas temu przeglądnęłam wpisy ostatnich lat. Zanim się spostrzegłam, przeczytałam bloga od deski do deski. Ileż tu jest zapisanych chwil! Każdy wpis coś przypomina, każdy wpis jakbym pamiętała- jest coś niezwykłego w tym. Z wielką tęsknotą wracam do ubiegłych lat....bije z nich lekkość, choć nie zawsze tak było, ale tkwi w nich coś innego - coś, czego mi tak bardzo chwilowo brakuje. Pragnę zatrzymać czas. Nic nie musieć. Żyć daną chwilą, choć tak bardzo się staram... Przegapiłam blogmas 2019. Niby to nic, a jednak w mojej małej kronice coś brakuje.
2020 nie będzie lepszy, bo połowa Adwentu praktycznie za nami. Przeglądjąc jednak wpisy świąteczne ubiegłych lat, żałuję że nie zapisałam zeszłorocznych chwil - dlatego jakie by nie były, (daleko mi np. do super zdjęć) wrzucam pierwsze 6 dni. Dla "przyszłej" mnie. Ku pamięci.



26.12.2018

•6• blogmas [migawki]


Niestety w ostatnich dwóch tygodniach dominowała ciągła gonitwa za czymś lub kimś. Myślę, że każdy mógłby opowiedzieć swoje. Miałam głowę 6na9, ledwo dociągnęłam do ostatniego weekendu przed Świętami. Mocno mnie śmieszy, kiedy wspominając moje zabieganie i zestresowanie pierwsze co zostaję pytana o ... pracę. Owszem, zamknięcie projektów wymagało sporego streszczenia się, organizacji i pilnowania spraw na kilku płaszczyznach. Szczególnie, że pracuję na pół etatu i muszę opuścić biuro na czas, aby zdążyć odebrać chłopców. To jest stres, który mało kto rozumie. Jednak prawdziwe życie dzieje się poza pracą. Dzieci, dom, obowiązki i przedświąteczne zabieganie odczułam w tym roku jak jeszcze nigdy przed. 
I tu chyba Bóg dobrze wiedział co robił, łącząc przedświąteczny czas z grudniem. 
Żaden inny miesiąc nie ma tyle magii i iskierki w powietrzu.
A tu kilka migawek ostatnich 2 tygodni....



Mieliśmy odwiedziny przyjaciela z Polski. 
M. jest u nas co roku w Adwencie i bardzo to doceniamy. Tym razem przyleciał ze swoją dziewczyną, abyśmy mieli wreszcie okazję się poznać. Było to bardzo miłe i świetnie spędziliśmy czas. Dzięki nim mogliśmy trochę zwolnić, pochodzić po świątecznych jarmarkach, rozgrzewać się grzańcem a wieczorami grać w gry. Dać się otulić magią, której w dniu codziennym po prostu nie czujemy.

W ogóle nie miało się wrażenia, że dziewczynę widzieliśmy praktycznie pierwszy raz. 
Fajne takie spotkania. Fajni Oni :)



Zapachy unoszące się w powietrzu są nie do opisania. Zresztą panująca atmosfera była wręcz filmowa. Stojąc pod tym słupem który rozprzestrzenia po placu światełka, zapomina się świat dookoła. Było po prostu cudnie. No more words needed.


Kiedy w domu mamy choinkę, w weekendy śpimy w salonie. Bardzo dobrze pamiętam zeszłoroczne uczucie budząc się z widokiem na choinkę i długie poranki w piżamach. Chłopcy przynoszą gry i książki, mąż robi kawę i poranki mijają nam w tempie slow. Nie chciałabym w tym roku za tym tęsknić.

 
Wpierw chorowałam na ten kubek, czaiłam się aż w końcu kiedy chciałam zamówić - był wykupiony. No przecież.
Potem przewertowałam wszystkie sklepy stacjonarne aż nareszcie nareszcie. Ci którzy przy tym byli mieli ubaw, jak wszystko kręciło się wokół moich Jumbo-kubków, zwiedzaliśmy tylko miasteczka które miały stacjonarny sklep Tchibo ✌ sorrka! Happy wife happy life, co nie?! :D

Zimą wyciągamy też kołdrę XXL i ulubiony zestaw pościeli, a o poduszkach to już nawet nie wspomnę. Serce się raduje z tych wszystkich małych rzeczy. 


Mimo iż końcówka roku, dużo pracy i na dodatek zachorowała koleżanka w biura, szef zgodził się abym czwartkowy poranek miała wolny i przyszła dopiero popołudniu. Takie wolnych kilka godzin były dla mnie z b a w i e n i e m.
Z okazji urodzin koleżanki wybyłyśmy na wspólne śniadanie. 

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg, późnymi wieczorami oglądałam Harry Pottera, były też spotkania adwentowe w przedszkolu i dużo bieganiny, aby wszystkie sprawy załatwić na czas. Świąteczne paznokcie zrobiłam na przykład w zeszłą, trzecią niedzielę adwentową wiedząc, że hybryda wytrzyma lub mała poprawka nie kosztuje tyle czasu jak bawienie się "całkiem nowymi". Zresztą czerwone paznokcie mam tylko raz w roku i trzeba się tym chwilę nacieszyć.


Prezent od Bubuśka z przedszkola. Że w ogóle wisi "cała i zdrowa" graniczy z cudem, ale niesamowicie cieszy oko. Zapamiętam na następny rok na prezent dla dziadków.



Niestety nie udało mi się w międzyczasie poruszyć kilku tematów.
- Jak poczuć Święta, co możemy zrobić samemu, aby się odpowiednio nastroić
- Książki warte przeczytania w przerwie międzyświątecznej 
- Wintercare, czyli co lubię chwilowo używać w pielęgnacji i nie tylko
- Adwent okiem dziecka itp.

Sama się na te tematy cieszyłam i trzymałam w grafiku, ale po prostu czasowo i psychicznie nie dałam rady.
Może w nowym roku do tego wrócę.

Wychodząc w piątek z pracy, zamknęłam biuro na prawie dwa tygodnie, ciesząc się z tego jak mała dziewczynka*. Było mi strasznie miło, jak składając sobie życzenia zostałam zapytana, kiedy w nowym roku otwierane jest przedszkole, czy mam jak wrócić do pracy i zostawić z kimś dzieci. 
Będę się powtarzać, ale to właśnie te małe rzeczy w życiu...

*Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że dosłownie całe Święta spędzę pod choinką chora.






Życzę nam bezinteresownego interesowania się innymi. 
Celebrujmy wdzięczność za to co mamy i kim jesteśmy starając się być dla siebie życzliwi. 
Szukajmy szczęścia w chwilach dnia codziennego.
Pierwszy raz od kilku lat cieszę się na wizję przyszłego nowego roku. 

#mayyourdaysbemerryandbright

10.12.2018

•5• blogmas [a day in the life ]


Niedz., 2 Adwent - 09.12.18

Mimo iż wstałam godzinę później niż reszta domowników, na dodatek z perspektywą i potencjałem na naprawę fajny dzień, poranek był wszystko inne niż spokojny i kolorowy. 
Są takie chwile kiedy nawet kawa nie pomaga. Chciałoby się zostać w łóżku i przespać dzień. 
Są dni, że nie mam w zupełności cierpliwości do moich dzieci i siebie samej. Kiedy każde słowo mnie drażni i samo oddychanie wymaga ogromnego wysiłku. Szczególne emocje budzi we mnie najmłodszy. I niech ja powiem Wam jedno, nikt nie mówi Ci o tym kiedy zakładasz rodzinę, że będzie tak ciężko. Nie narzekam. Nie straszę. Nazywajmy po imieniu.
Ciemna strona macierzyństwa, jak ja to mówię, jest tabuizowana. No ale mniejsza o to chwilowo....


.... w końcu jest drugi adwent, a plany na ten dzień są zacne! 
Zawozimy dzieci na popołudnie do dziadków i w drogę. 



Grudzień mija mi w większej mierze prawie bezcukrowo. Czemu prawie? Bo zdarzyło mi się spróbować ciastko upieczone przez dzieci, albo kawałek domowego ciasta na Chrzcinach, albo swojej babki piernik mimo upieczonej bez cukru ale z kawałkami gorzkiej czekolady. Ale to i tak różnica niebo a ziemia w porównaniu do ostatnich miesięcy.
Jak mam chandrę na coś słodkiego robię herbatę o smaku musu czekoladowego. Pachnie przesłodko czekoladą, z racji dodanej stewii jest też w smaku słodkawa.... takie oszukiwanie siebie mi wystarcza.

Jesteśmy na miejscu. Sauna. Spa. Życie. Thats what I am talking about!



Już na wstępie jestem cała odprężona zapachami unoszącymi się w powietrzu. 
Kadzidełka. 
Olejki eteryczne. 
Z racji, że jest to wyłącznie kompleks z przeróżnymi saunami, nie ma tej typowej basenowej aury, duszności i wrzasków. sorrynotsorry Przede wszystkim nie ma się mokrego stroju na sobie. Strefa sauny jest bez odzieżowa.


I tak naprawdę spędziliśmy dzień nie robiąc praktycznie nic oprócz pocenia się i błogiego leniuchowania. 🙈 Idąc na takie spa z góry wiem, że odpocznę. Tak odpocznę odpocznę. Uwielbiam uczucie gorąca na ciele, tej temperatury i tym co z twoim ciałem robi. To uzależenie kiedy nalewają napar i ścinają powietrze ręcznikiem. Ta gra w ciepło-zimno.


Spa bez dobrego jedzenia to nie spa, wiadomo. 
Espresso w międzyczasie też musiało być.



A poza tym to tylko relaks i zmieniające się sauny z różnymi naparami. Nasz faworytem został świerk z mentolem, grzane wino i ponoć najgorętsza sauna dnia - napar Indianina. Była moc.

Mąż namówił mnie aby zanurzyć się w basenie. Temperatura wody była temperaturą otoczenia - 9 stopni. Say no more. Cieszyliśmy się jak dzieci. 



Z powrotem w domu zakończyłam dzień sokiem z selera naciowego i porcją tulenia stęsknionych dzieci. Neutralizowaniem kłótni kto może usypiać przy mamie, co skończyło się na tym, że leżałam po środku. I nie waż się wyciągnąć ręki z uścisku zanim usną. 
Potem chwila wdzięczności i krótkiej rozciągającej jogi.

Spisując te słowa uświadomiłam sobie jaką ja w gruncie jestem szczęściarą. 

Do zobaczenia za tydzień. 
Będzie fajnie, będą odwiedziny z Polski i świąteczny jarmarkt! :)

08.12.2018

•4• blogmas [prezentownik dla dzieci]

Oj znowu kolejna osoba i jej prezentownik :) Chwilowo w sieci jest pełno takich list. Jeśli jednak kiedykolwiek wspomnę o rabacie zegarków DW to można być pewnym, że świat się w tym momencie kończy. ;)
Tak na poważnie, prawda jest taka, że prezentownik stanowi bardzo łatwą i fajną formę prezentowania różnych pomysłów. Rzadko kupuję dokładnie tą samą rzecz, ale niekiedy stanowi to jakiś punkt odniesienia i inspiracji.
I oto, według mnie, chodzi.



Uważam, że najciężej jest kupić coś fajnego i trafionego dzieciom (i naszym rodzicom). Co do tych pierwszych, w naszym przypadku jest tak, że zakupy robimy uważnie i nie chcemy aby Chłopcy bawili się byle czym i wszystkim na raz. I tu nie mówię wyłącznie o jakości, choć też na to zwracamy uwagę, ale przede wszystkim kierujemy się ilością zabawek w pokoju, zarówno jak potrzebami dziecka. O nieplastikowych zabawkach nawet nie wspomnę - to jest tak bardzo nierealistyczne jak wychowanie dzieci bez słodyczy.
Nasi mają naprawdę mało zabawek - nie dajmy się przecież zwariować.
Temat jest jak rzeka, o zabawkach i dziecięcych pokojach można pisać romanse.

Na ile małym dzieciom (powiedzmy do 3 roku życia) jest dość łatwo coś podpasować, to np. nasz Junior jest 5,5 latkiem i ma swoje wyobrażenia, co chciałby dostać pod choinkę. Oczywiście jest to całkowicie w porządku i ważne, aby poniekąd jego wizje zostały również uszanowane.
Śmiejemy się, że z tego wszystkiego najbardziej punktuje nasz dwulatek, bo dzięki starszemu bratu dostaje o wiele fajniejsze zabawki niż jego rówieśnicy. Ma "lepiej" niż jego brat w tym samym wieku 😉

Dlatego nie będę rozdzielać, tylko wrzucę moje propozycje do jednego wora*.

Tak proszę Państwa- stoi na pierwszej pozycji u Juniora, zaraz przed aparatem do robienia zdjęć. Tak naprawdę jest to wszystko co nasze dziecko sobie życzy. Oczywiście razy dwa, aby młodszy brat dał żyć i mógł się w ten sposób bawić razem z nim, zamiast przeciw niemu albo wtedy kiedy nie patrzy.

🎄2. Różnego rodzaju książki
Nie będę się rozpisywać bo planuje do tego osobny wpis. Books are always a good idea.
Duplo, Lego i Playmobil wszyscy znamy, sprawdza się przy każdych okolicznościach i wieku. Klocki magnetyczne poznałam niedawno. Jest to bardzo fajna forma zabawy i tworzenia również dla tych najmniejszych, ponieważ klocki są lekkie i bardzo łatwo się je chwyta/trzyma w dłoni. Dodatkowo magnes ułatwia złączenie elementów. Fajna sprawa!
Zestaw do budowania torów i robienia kaskaderskich sztuczek - który chłopak by tego nie lubił. Drewniana kolejka nam się niestety przy drugim dziecku nie sprawdziła. Z racji, że w przedszkolu tego typu klocków jest wystarczająco dużo, w domu trzeba stawiać stety-niestety na inne bodźce.

🎄5. Kuchenka drewniana i przyrządy
Kolejna pozycja, którą warto kupić już dla roczniaka. Jest to rzecz którą kupuje się na pierwsze około 5 lat (może dziewczynki bawią się chętniej i dłużej, tego nie wiem). Mimo iż na tę chwilę naszą kuchenkę złożyliśmy, ogólnie uważam, że sprawdza się fajnie przy młodszych dzieciach i chyba każde dziecko lubi się nią bawić. Z racji, że Chłopcy kuchenkę mają w przedszkolu ich zainteresowanie nią w domu drastycznie zmalało, aż do tego punktu, że została po prostu miejscem do odkładania rzeczy.

Odkrycie tego roku! Kartki są pokryte jakby czarną farbą, którą zdrapuje się dołączonym patyczkiem. Zdrapujemy jednak tyle, ile chcemy i na ile wyobraźnia nam pozwala. Efekty są bardzo bardzo ciekawe i zróżnicowane. Można zdrapać całą farbę, tylko poszczególne elementy albo jedynie kontury. Polecam dla dzieci od 5 lat (i dorosłych!:).

Farmer i jego zwierzątka sprawdzają nam się od lat.  Nawet te większe dzieci nie tracą chęci zabawy, więc jest to dla mnie zabawka wręcz idealna. Kupując np. na pierwsze urodzinki lub gwiazdkę mamy pewność, że potowarzyszy dziecku przez długi czas nie tracąc przy tym zainteresowania. Nasz traktor przewozi cuda niewida, bywa również że Mini próbuje przewieźć samego siebie. Lubię takie prezenty.

🎄8. Gry i puzzle
Kwestia indywidualna i w dużej mierze zależna od wieku dziecka i jego upodobań.
U Juniora sprawdziły się wszelakie puzzle.
Nasza najnowsza dla niego zdobycz to strategiczna planszówka Malefiz, w którą sama kiedyś namiętnie grałam.
Jeśli szukacie dla Małych graczy coś innego, to polecam na początek grę Lotti Karotti.
Uwielbiam Double, bo w zabawny i prosty sposób szkoli koncentracje i "bystrość oka" już nawet u dwulatka.

Strzałem w dziesiątkę jest mata z Ikeii, którą z ręką na sercu polecam. Mało co tak bardzo angażuje wyobraźnie i sprawia, że jedna rzecz może być zastosowana na przeróżne sposoby. Rzadko stanowi wyłącznie matę gimnastyczną. Po niej się skacze, ślizga, buduje dach do domu, zjeżdżalnie dla aut, przesuwane drzwi itp. Jeśli wasze dziecko jest aktywne, skacze ze wszystkiego co możliwe.... to ta mata jest zbawieniem. Składana idealnie chowa się za każdymi drzwiami. Best thing ever!

🎄10. Pieniądze
Nie bójmy się bliskim mówić wprost o innych podarunkach. Są okazje lub Święta kiedy nie mamy zbytnio pomysłów co by dziecko potrzebowało, mając wrażenie, że chwilowo wszystko ma. I to jest okay. Zaproponujmy prezent typu wycieczkę lub dofinansowanie do jakiegoś ciekawego kursu dla dziecka.




*Wyeksponowane linki służą jedynie do wizualizacji danego/przykładowego produktu. 
Jest to reklama niesponsorowana.

06.12.2018

•3• blogmas [playlista]

Dobra muzyka sprowadza na ziemię. Może być lekarstwem dla duszy i pocałunkiem ukochanego w jednym.
A w szczególności ta słuchana głośno, najlepiej przez dobre słuchawki... kiedy czujesz każde^ uderzenie, a słowa i rytm przechodzą od razu do serca. Sprawia, że zamykasz oczy i zapominasz istniejący świat dookoła. Mało co, ma chyba właśnie taką moc, jak muzyka.

Przychodzę w mikołajki z niekoniecznie jeszcze świąteczną playlistą, ale tę namiętnie słucham i po godzinach nucę. Będę na bieżąco dodawać utwory, także koniecznie wpadnijcie i posłuchajcie razem ze mną.



03.12.2018

•2• blogmas [a day in the life ]



Niedz., 02.12 - 1. Adwent
Po niesamowicie krótkiej nocce, na dodatek z gorączkującym dzieckiem na sobie, ruszyliśmy w niedzielę z rana na specjalną okazję.
Są rzeczy ważne i ważniejsze. Jeśli nie masz zbytnio czasu, ani siły, przelać kawę do kubka przeznaczonego na wynos, bierzesz ją po prostu taką, jaka stoi na stole.  Nie powiem, wychodząc z domu z wiatrem we włosach wprost do czekającego na Ciebie auta, czujesz się ciut, jakbyś była wyciągnięta z jakiegoś  (świątecznego-) filmu... 


Miałam zaszczyt zostać Chrzestą córki mojej przyjaciółki.

Świeca to projekt własny. Mimo iż przeklinam takie akcje, i kosztuje mnie to zazwyczaj o wiele więcej nerwów i pracy, niż kupno czegoś gotowego- za żadne skarby nie chciałabym nie czuć tej radości i satysfakcji, kiedy bezinteresownie coś dla kogoś robisz. Jest to coś, co namiętnie staram się przekazywać chłopcom. Dobro i życzliwość zawsze wracają. Kropka.

Po uroczystości w kościele przeszliśmy do salki parafialnej, gdzie po tej rodzinno-dziecięcej mszy był uszykowany skromny szwedzki stół z kiełbaskami, sałatką, ciastem i kawą. Zaskoczyła mnie panująca atmosfera, aż szkoda, że nie mieszkamy już w pobliżu parafii.


W domu zaś czekały na nas same pyszności. Od rozgrzewającej dyniowo-imbirowej zupy poprzez filet z kurczaka w cieście naleśnikowym (tego akurat nie próbowałam), przeróżne warzywne dodatki z czarodziejskimi przyprawami,  kończąc na torcie jabłkowo-marcepanowym. 
Uważam, że jest to niesamowitym darem i sukcesem poznać w życiu ludzi, z którymi tworzą się rodzinne więzi. Z którymi przechodzi się przez łatwe lub mniej łatwe okresy w życiu
, którzy darzą sympatią i zrozumieniem. Gdzie na imprezach mimo małych dzieci wychodzisz jako ostatnia bo jest tak fajnie swojsko (oczywiście ci niedzieciaci już dawno do domu poszli... a bo to późno, a bo to wstać trzeba). Nie ma etykiety, spiny i chwalenia się. 



Ta dwójka zna się jeszcze z czasów brzucha... fajne to jest :)

Impreza jak i pierwsza niedziela Adwentu, zakończyły się pod tą dużą choinką. W tej dzielnicy mieszkańcy od wielu lat spotykają sią w każdą adwentową niedzielę aby wspólnie kolędować. Jest grzane wino, sok dla dzieci, gra na gitarze i dużo śpiewu w powietrzu.  

 

Po powrocie, dzieci usnęły w mig. Mniejsze dziecko zaszalało nawet na tyle, że zafundował sobie (i mi od razu też) trzydniowe wolne od przedszkola (i pracy). Czemuż nie ;)
Nie było lepszego filmu na zakończenie, niż do bólu klimatyczny i zabawny Love Actually. 

I mimo iż są to tylko migawki tego dnia, był on od początku do końca wyjątkowy. Nie wiem czy to wina adwentowej niedzieli, światełek czy może połączenie jeszcze z okolicznościami Chrzcin, ludzmi ... nieważne. Magia w powietrzu była wręcz namacalna.  

01.12.2018

•1• let's blogmas!

Wyczekiwany, wytęskniony grudzień. Nie daję się tym marudzącym ludziom, którym światełka, pierwsze dekoracje tak bardzo przeszkadzają. W nowy miesiąc wchodzę z wyspaną głową i ze świątecznym kubkiem kawy w ręku. W nocy z 30-tego listopada na 1-ego grudnia, kiedy dzieci już śpią, przystrajamy zazwyczaj dom. Na spokojnie, bez szału. Wyciągam zastawę, poduszki, drobne dekoracje i światełka. Wieszam lalę adwentową i wkładam pierwsze okienko dla dzieci. Szykuje wieniec, a wraz z 6-tym stoi u nas już choinka. Wszystko tak, aby ten radosny czas oczekiwania umilić, celebrować i czuć tę magię w powietrzu. Ale o tym wszystkim kiedy indziej.

  
Z góry uprzedzam, że wpisy pojawią się, jeśli w ogóle, nieregularnie. Może będą się odróżniać chociażby tym, że nie mam czasu dopieszczać i wymyślać zdjęć. Nie mam jednak serca całkowicie odpuścić. Jednak słabość do Adwentu, do przedświątecznego czasu i całego z tym związanego "mojego" blogmasa, nie pozwalają mi chociażby nie spróbować. Nie byłabym sobą. Od tygodni myśli krążą mi wokół tematu, serce się raduje (serio!)- a summa summarum są to wpisy, do których często wracam, nawet w najbardziej upalny dzień lata.
Jak fajnie wiedzieć, że jest to już trzecia edycja. Zresztą również i przez Was intensywnie czytana. Dziękuję!

I jeśli rok temu myślałam, że z rożnych powodów już ciężej być nie może, to się grubo myliłam. Bo jakkolwiek życie nie płata figli, to stanie sobie samemu w drodze i świadomość tego, ma moc wcześniej niedocenianą.
Innym powtarzam, że nadchodzący czas zawsze jest wyjątkowy i w powietrzu nie unosi się tylko słodki zapach korzennych przypraw i grzanego wina...ale coś o wiele więcej. Dzieją się cuda, właśnie teraz. Może czas abym i ja się temu bliżej przyjrzała.



"Radość adwentu ma głębokie, duchowe podstawy: oczyszczamy nie tylko nasze mieszkania, ale głównie nasze… serca. Przebaczenie, pojednanie, odpuszczenie… Zatrzymanie się na chwilę w pogoni świata, aby na nowo odnaleźć sens życia, sens codziennych wysiłków i ogromną potrzebę dzielenia się z drugim człowiekiem. Dlatego tak ważne jest w tym czasie odnalezienie choćby chwili na wyciszenie, odrobina przestrzeni na przemyślenia, moment na zatrzymanie się w biegu codziennych spraw, przyjrzenie się sobie, swojemu życiu i ludziom wokół. Wyobrażenie sobie, jakiego życia, jakich uczuć i jakich relacji pragniemy doświadczać.
          Jest to czas cudów. Ale cuda nie dzieją się same – wymagają naszego zaangażowania, naszej energii, wiary i poczucia wdzięczności za to, co już mamy. Zbyt często cuda, których doświadczamy w naszym codziennym życiu traktujemy jako coś normalnego, naturalnego. Przyzwyczajamy się do nich. Niestety ten brak wdzięczności często otwiera drzwi do tego, aby to utracić… Zanim doświadczymy więc bolesnej straty, dziękujmy, dziękujmy za wszystko, co do nas przychodzi!" (źródło)

21.12.2017

•19-24• blogmas

Z racji kompletnego braku czasu i dodatkowo wyjazdu na głowie, urywam niestety-stety w tym miejscu móją przygodę z blogmasem. W tym roku miałam ogromną przyjemność tworzenia tych dni... ale co trzeba, to trzeba. 
Na koniec mała świąteczna niespodzianka - szczególny wpis.
Po tylu latach blogowania wypada się ciut przedstawić :)
  1. Jestem brunetką, która jeszcze nigdy nie farbowała włosów. Jednak bardzo podoba mi się uroda skandynawska.
  2. Dopasowywuję język do swoich potrzeb. Jeśli nie ma słowa, to je stwarzam, po czym wierze że ono naprawdę istnieje.  
  3. Nie lubię odgłosów jedzenia a mlaskanie (nawet u dzieci) doprowadza mnie do białej gorączki.
  4. #happyhappy , #greenisgood, #pozytywnieiaktywnie, #thegoodlife 
  5. Od 6 lat używam naturalnych kosmetyków, i naprawdę wierze, że dzięki nim nie widać mojego wieku.
  6. To, że wychowałam się bez ojca, sprawia że relacja mojego męża z naszymi synkami jest dla mnie całkowicie czymś nowym, poniekąd nie do zrozumienia, ale niesamowicie pięknym doznaniem.
  7. Lubię prowadzić auto,
  8. ale niecierpię tankowania. Potrafię zajechać do domu na ostatnich kroplach, po drodze umierać z tysiąc razy, ale nie zatankuję - potem wysyłam męża wieczorową porą na tankowanie. No chyba, że już faktycznie M-U-S-Z-Ę, to zatankuję i nie mam przy tym żadnych problemów. Sama nie wiem czemu takie odstawiam cyrki ;)
  9. Karma, baby, karma.
  10. Z wykształcenia jestem Lingwistką. Maturę mam natomiast z profilem socjalno-wychowawczym, po czym rownocześnie ze szkołą, pracowałam przez rok w przedszkolu. Był to jeden z najfajniejszych okresów mojego „dorastającego” życia.
  11. Z zamiłowania jestem ... Perfekcyjną Panią Domu. 
  12. Poza tym partnerką, mamą, córką, siostrą, przyjaciółką, nianią, przedszkolanką, menedżerką, sekretarką, sprzątaczką, kucharką, koleżanką, planerką, kreatywną duszą, studentką, ogólnie dość pozytywną kobietą - niekoniecznie w tej kolejności. 
  13. Umiem grać na flecie poprzecznym i grałam pewien czas w orkiestrze- w przyszłości chciałabym nauczyć się grać na pianinie.
  14. Lubię promienie słońca na twarzy, dobrą kawę, pozytywnych ludzi i wartościowe rozmowy.
  15. Slogan "but first coffee" wywołuje u mnie reakcję alergiczną. Nie znoszę! I to mimo miłości do kawy. Tak samo reaguję na kody zniżkowe zergarów DW i na „głupotę” niektórych osób. Ogólnie, szybko się irytuję.
  16. Harrego Pottera czytałam minimum 7 razy.... z każdą nową książką czytałam wszystkie części od początku. Ten czas (=nieograniczone czytanie książek do białego rana) jest jednym z najmilszych nastoletnich wspomnień. Czytałam praktycznie wszędzie. Wspominając ten okres widzę siebie zwiedzającą z Rodzicami Irlandię. Potrafiłam dosłownie nie wychodzić z auta, oburzając się kiedy jednak zmuszano mnie, aby oglądać jakieś nudne cliffy :D
  17. W szale Harrego Pottera wysłałam koleżance list z powiadomieniem, że została przyjęta do nowej szkoly w Hogwarts, rzecz jasna ze stemplem z wosku na kopercie :) Zawsze miałam zamiłowanie do szczegółów.
  18. Tańczyłam jako nastolatka wiele lat Jazz Dance. Od tej pory nie maluję praktycznie oczu żadnymi cieniami. Nie mam też żadnej palety do oczu. Tańczę za to do dziś- w domu, najlepiej do głośnej muzyki.
  19. Swojego Męża poznałam w .... kościele :)
  20. Myślę, że szufladkowanie siebie/innych jest bardziej męczące niż światu potrzebne. Nie jem mięsa, co nie czyni mnie od razu wegetarianką. Unikam nabiału i jem dużo zieleniny, choć nie jestem weganką, bo za bardzo lubię dojrzałe sery i mozarellę.  Dla samej Panna Cotty/Tiramisu nie mogłabym być weganką ;) To tylko przykład. Nie potrzebuję stempla na czole, które mnie  definiuje. Myślę, że na każdym kroku próbujemy się wcisnąć w jakiś już obecny schemat. Patrz punkt 12- możemy być o wiele więcej niż się na pierwszy rzut oka może wydawać. Nie dajmy się zredukować ani oceniać. Każdy z nas jest inny i ma swój styl na życie, nie potrzebujemy na to szufladki, które poniekąd ograniczają.
  21. "Travel - the only thing you buy that makes you richer" - słowa, w które bezwarunkowo wierze i pewne nastawienie, którym chciałabym zarazić swoje dzieci.
  22. Kręcę włosami jak nad czymś mocno myślę- mam to po Mamusi ;)
  23. Lubię siebie za to, że doceniam drobnostki w życiu i otwarcie sie nimi cieszę. Celebruję codzienność i to czyni mnie szczęśliwą. Lubię też spędzać czas wyłącznie ze sobą.
  24. last but not least: cześć, jestem Raissa! Mam 30 lat, robię reset i odkrywam smak życia na nowo. Fajnie, że tu jesteś.



🎄Wesołych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.
Niech magia i wzajemna życzliwość będą z nami! 🎄

18.12.2017

•17-18• blogmas [kulki]



Za nami pieczenie przeróżnych ciasteczek i pierników.
Przed nami wizja Świąt, dobrego jedzenia i pyszności.
Ale co zrobić, skoro mimo tego i tak mamy ochotę coś dobrego przekąsić?!
I to nie za tydzień. Dziś, a najlepiej na teraz. Natychmiast :)

Na insta nieraz pokazywałam "kulki mocy", które są idealną odskocznią od typowych ciast, ciasteczek, czekolad...ale zarazem wystarczająco słodkie, żeby zaspokoić zimową chandrę. Był czas kiedy robiłam je bardzo, bardzo regularnie.

Healthy holidays- pierwsze skojarzenie dotyczące kulek, które mam wrażenie zdominowały, w przeróżnych odsłonach,  świat.
Moje kulki to wersja na bazie kaszy jaglanej, ponieważ chciałam zredukować kaloryczność tych kulek, aby móc sobie je po prostu pojeść. Owe wykonane wyłącznie na bazie daktylowej są mi osobiście za słodkie- ale gusta wiadomo się różnią.

Składniki
200g suchej kaszy jaglanej*
100g suszonych daktyli*
50g wiórek kokosowych*

Opcjonalnie
2-3 łyżki musu kokosowego*
1 łyżkę masła orzechowego*
ok. 4 łyżki gęstego mleka kokosowego z puszki. Wtedy daję ciut mniej wody do gotującej się kaszy
miód
przyprawy - tym razem dodałam piernikowe*
orzechy/migdały
chia
kakao
aromat wanilii*
suszone morele niesiarkowane - moczone z daktylami



Tak naprawdę czym chata bogata można tworzyć zestawy na jakie mamy ochotę lub co akurat mamy pod ręką.

Gotuję kaszę według zaleceń. W tym czasie zalewam daktyle wrzątkiem i odstawiam na czas ugotowania się kaszy. Zanim dodam je do kaszy nie tyle co odcedzam wodę, to dodatkowo wyciskam w rękach, aby kulki nie były za wilgotne.
Zauważyłam, że każda kasza jest ciut inna. W zależności od firmy i rodzaju, ugotuje się bardziej sypka albo już "papkowata". Pod koniec gotowania, jak wchłonie się już woda, dodaję mus kokosowy lub gęste mleko kokosowe, mieszam i czekam aż wszystko się dobrze wchłonie / rozpuści.

Następnie dodaję resztę składników i blenduję mikserem na jednolitą masę. Udało mi się już spalić jeden mikser, także ostrożnie :) Bywało, że dopiero parę godzin później blenduję ostudzoną już kaszę - osobiście nie zauważyłam żadnej różnicy. Pamiętajcie, aby kaszę zostawiać przykrytą, aby nie wyschła.


I tak naprawdę cała filozofia na tym punkcie się kończy. Wielkość kulek zależy od własnych upodobań, tak samo czy obtoczymy je wiórkami kokosowymi czy kakao.  W zależności co mamy pod ręką, można je obtoczyć nawet sproszkowanymi owocami lub orzechami.
Zazwyczaj robię je na wieczór, aby przez noc mogły przesiąknąć smakami. Stają się wtedy też takie bardziej "twardsze".

Na pewną stanowią świetną alternatywą jako przekąskę w ciągu dnia, coś słodkiego "do kawy" lub jako dodatek do dziecięcego śniadania w przedszkolu.


*Z tych składników są zrobione kulki na zdj.