08.02.2019

How to escape time: music

Kolejna playlista, którą słucham wzdłuż i wszerz.
Szczególnie utwór Back to Paradise- Souls of Dena jest moim aktualnym hitem. Słuchając go, mam dobry humor - najpóźniej po pierwszym refrenie. Do tego tańce, śmiechy i wygłupy z Chłopakami wliczam do szczęśliwych chwil, każdego dnia.



03.02.2019

How to travel in time: read


Nowy rok rozpoczęłam praktycznie, wierząc że w ten sposób zrobię- w tym przypadku- przeczytam więcej niż w 2018. Czasami tak bywa, że nie ma się na pewne sprawy spokoju ducha. 
W tym roku ma być -standardowo- wszystko inaczej i tym oto słowem wstępu, który notabene zmieniam po raz czwarty, przejdę prosto do styczniowej lektury.





Dwie pozycje: Lucinda Riley `Sekret Listu´ & Sebastian Fitzek `Lot 7A´.

Pierwsza pochłonęła mnie, albo ja ją. Tu nie do końca wiadomo...bo opowieść wokół brytyjskiej monarchii, wydarzenia przeplatane z naprawdę ciekawymi wątkami i zmieniającą się akcją, nie dało się jej odłożyć. Top!


 `Lot 7A´ natomiast niesamowicie ciekawił mnie fabułą, aczkolwiek samo czytanie odbyło się spokojniej niż przy Riley. Aż do ostatnich kilkunastu stron. Zwrot akcji na końcu klasyfikuje książkę do polecanych, aczkolwiek nie jest tak dobra jak historia wokół `Pasażera 23´. Chociaż....



13.01.2019

A star...

Aż ciężko opisać emocje po tym filmie. Nieśmiało uważam, że należy do kategorii must see.
Dla samej muzyki.
I niesamowitej, rzadko spotykanej, chemii między aktorami. 


26.12.2018

•6• blogmas [migawki]


Niestety w ostatnich dwóch tygodniach dominowała ciągła gonitwa za czymś lub kimś. Myślę, że każdy mógłby opowiedzieć swoje. Miałam głowę 6na9, ledwo dociągnęłam do ostatniego weekendu przed Świętami. Mocno mnie śmieszy, kiedy wspominając moje zabieganie i zestresowanie pierwsze co zostaję pytana o ... pracę. Owszem, zamknięcie projektów wymagało sporego streszczenia się, organizacji i pilnowania spraw na kilku płaszczyznach. Szczególnie, że pracuję na pół etatu i muszę opuścić biuro na czas, aby zdążyć odebrać chłopców. To jest stres, który mało kto rozumie. Jednak prawdziwe życie dzieje się poza pracą. Dzieci, dom, obowiązki i przedświąteczne zabieganie odczułam w tym roku jak jeszcze nigdy przed. 
I tu chyba Bóg dobrze wiedział co robił, łącząc przedświąteczny czas z grudniem. 
Żaden inny miesiąc nie ma tyle magii i iskierki w powietrzu.
A tu kilka migawek ostatnich 2 tygodni....



Mieliśmy odwiedziny przyjaciela z Polski. 
M. jest u nas co roku w Adwencie i bardzo to doceniamy. Tym razem przyleciał ze swoją dziewczyną, abyśmy mieli wreszcie okazję się poznać. Było to bardzo miłe i świetnie spędziliśmy czas. Dzięki nim mogliśmy trochę zwolnić, pochodzić po świątecznych jarmarkach, rozgrzewać się grzańcem a wieczorami grać w gry. Dać się otulić magią, której w dniu codziennym po prostu nie czujemy.

W ogóle nie miało się wrażenia, że dziewczynę widzieliśmy praktycznie pierwszy raz. 
Fajne takie spotkania. Fajni Oni :)



Zapachy unoszące się w powietrzu są nie do opisania. Zresztą panująca atmosfera była wręcz filmowa. Stojąc pod tym słupem który rozprzestrzenia po placu światełka, zapomina się świat dookoła. Było po prostu cudnie. No more words needed.


Kiedy w domu mamy choinkę, w weekendy śpimy w salonie. Bardzo dobrze pamiętam zeszłoroczne uczucie budząc się z widokiem na choinkę i długie poranki w piżamach. Chłopcy przynoszą gry i książki, mąż robi kawę i poranki mijają nam w tempie slow. Nie chciałabym w tym roku za tym tęsknić.

 
Wpierw chorowałam na ten kubek, czaiłam się aż w końcu kiedy chciałam zamówić - był wykupiony. No przecież.
Potem przewertowałam wszystkie sklepy stacjonarne aż nareszcie nareszcie. Ci którzy przy tym byli mieli ubaw, jak wszystko kręciło się wokół moich Jumbo-kubków, zwiedzaliśmy tylko miasteczka które miały stacjonarny sklep Tchibo ✌ sorrka! Happy wife happy life, co nie?! :D

Zimą wyciągamy też kołdrę XXL i ulubiony zestaw pościeli, a o poduszkach to już nawet nie wspomnę. Serce się raduje z tych wszystkich małych rzeczy. 


Mimo iż końcówka roku, dużo pracy i na dodatek zachorowała koleżanka w biura, szef zgodził się abym czwartkowy poranek miała wolny i przyszła dopiero popołudniu. Takie wolnych kilka godzin były dla mnie z b a w i e n i e m.
Z okazji urodzin koleżanki wybyłyśmy na wspólne śniadanie. 

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg, późnymi wieczorami oglądałam Harry Pottera, były też spotkania adwentowe w przedszkolu i dużo bieganiny, aby wszystkie sprawy załatwić na czas. Świąteczne paznokcie zrobiłam na przykład w zeszłą, trzecią niedzielę adwentową wiedząc, że hybryda wytrzyma lub mała poprawka nie kosztuje tyle czasu jak bawienie się "całkiem nowymi". Zresztą czerwone paznokcie mam tylko raz w roku i trzeba się tym chwilę nacieszyć.


Prezent od Bubuśka z przedszkola. Że w ogóle wisi "cała i zdrowa" graniczy z cudem, ale niesamowicie cieszy oko. Zapamiętam na następny rok na prezent dla dziadków.



Niestety nie udało mi się w międzyczasie poruszyć kilku tematów.
- Jak poczuć Święta, co możemy zrobić samemu, aby się odpowiednio nastroić
- Książki warte przeczytania w przerwie międzyświątecznej 
- Wintercare, czyli co lubię chwilowo używać w pielęgnacji i nie tylko
- Adwent okiem dziecka itp.

Sama się na te tematy cieszyłam i trzymałam w grafiku, ale po prostu czasowo i psychicznie nie dałam rady.
Może w nowym roku do tego wrócę.

Wychodząc w piątek z pracy, zamknęłam biuro na prawie dwa tygodnie, ciesząc się z tego jak mała dziewczynka*. Było mi strasznie miło, jak składając sobie życzenia zostałam zapytana, kiedy w nowym roku otwierane jest przedszkole, czy mam jak wrócić do pracy i zostawić z kimś dzieci. 
Będę się powtarzać, ale to właśnie te małe rzeczy w życiu...

*Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że dosłownie całe Święta spędzę pod choinką chora.






Życzę nam bezinteresownego interesowania się innymi. 
Celebrujmy wdzięczność za to co mamy i kim jesteśmy starając się być dla siebie życzliwi. 
Szukajmy szczęścia w chwilach dnia codziennego.
Pierwszy raz od kilku lat cieszę się na wizję przyszłego nowego roku. 

#mayyourdaysbemerryandbright

10.12.2018

•5• blogmas [a day in the life ]


Niedz., 2 Adwent - 09.12.18

Mimo iż wstałam godzinę później niż reszta domowników, na dodatek z perspektywą i potencjałem na naprawę fajny dzień, poranek był wszystko inne niż spokojny i kolorowy. 
Są takie chwile kiedy nawet kawa nie pomaga. Chciałoby się zostać w łóżku i przespać dzień. 
Są dni, że nie mam w zupełności cierpliwości do moich dzieci i siebie samej. Kiedy każde słowo mnie drażni i samo oddychanie wymaga ogromnego wysiłku. Szczególne emocje budzi we mnie najmłodszy. I niech ja powiem Wam jedno, nikt nie mówi Ci o tym kiedy zakładasz rodzinę, że będzie tak ciężko. Nie narzekam. Nie straszę. Nazywajmy po imieniu.
Ciemna strona macierzyństwa, jak ja to mówię, jest tabuizowana. No ale mniejsza o to chwilowo....


.... w końcu jest drugi adwent, a plany na ten dzień są zacne! 
Zawozimy dzieci na popołudnie do dziadków i w drogę. 



Grudzień mija mi w większej mierze prawie bezcukrowo. Czemu prawie? Bo zdarzyło mi się spróbować ciastko upieczone przez dzieci, albo kawałek domowego ciasta na Chrzcinach, albo swojej babki piernik mimo upieczonej bez cukru ale z kawałkami gorzkiej czekolady. Ale to i tak różnica niebo a ziemia w porównaniu do ostatnich miesięcy.
Jak mam chandrę na coś słodkiego robię herbatę o smaku musu czekoladowego. Pachnie przesłodko czekoladą, z racji dodanej stewii jest też w smaku słodkawa.... takie oszukiwanie siebie mi wystarcza.

Jesteśmy na miejscu. Sauna. Spa. Życie. Thats what I am talking about!



Już na wstępie jestem cała odprężona zapachami unoszącymi się w powietrzu. 
Kadzidełka. 
Olejki eteryczne. 
Z racji, że jest to wyłącznie kompleks z przeróżnymi saunami, nie ma tej typowej basenowej aury, duszności i wrzasków. sorrynotsorry Przede wszystkim nie ma się mokrego stroju na sobie. Strefa sauny jest bez odzieżowa.


I tak naprawdę spędziliśmy dzień nie robiąc praktycznie nic oprócz pocenia się i błogiego leniuchowania. 🙈 Idąc na takie spa z góry wiem, że odpocznę. Tak odpocznę odpocznę. Uwielbiam uczucie gorąca na ciele, tej temperatury i tym co z twoim ciałem robi. To uzależenie kiedy nalewają napar i ścinają powietrze ręcznikiem. Ta gra w ciepło-zimno.


Spa bez dobrego jedzenia to nie spa, wiadomo. 
Espresso w międzyczasie też musiało być.



A poza tym to tylko relaks i zmieniające się sauny z różnymi naparami. Nasz faworytem został świerk z mentolem, grzane wino i ponoć najgorętsza sauna dnia - napar Indianina. Była moc.

Mąż namówił mnie aby zanurzyć się w basenie. Temperatura wody była temperaturą otoczenia - 9 stopni. Say no more. Cieszyliśmy się jak dzieci. 



Z powrotem w domu zakończyłam dzień sokiem z selera naciowego i porcją tulenia stęsknionych dzieci. Neutralizowaniem kłótni kto może usypiać przy mamie, co skończyło się na tym, że leżałam po środku. I nie waż się wyciągnąć ręki z uścisku zanim usną. 
Potem chwila wdzięczności i krótkiej rozciągającej jogi.

Spisując te słowa uświadomiłam sobie jaką ja w gruncie jestem szczęściarą. 

Do zobaczenia za tydzień. 
Będzie fajnie, będą odwiedziny z Polski i świąteczny jarmarkt! :)